JAJA WIELKANOCNE…

Motto: stworzyć ciastko bez jajka, niebywała sztuka, zwłaszcza, jeśli ugrzęzła w cieniu gdzieś nauka…

Okres świąteczny sprzyja refleksji i trzeźwemu spojrzeniu na rzeczywistość. Te realia układają się w tytułowe pojęcie. Absurd polega na tym, że przymiarka do naprawy prawa zniszczonego dokumentnie wymaga spełnienia podstawowego warunku skuteczności.

Aby ten element spełnić trzeba działanie naprawcze zaplanować, które to słowo wymaga skonkretyzowania celu. Zwykle zamierzenie rozpoczyna się od publicznego ogłoszenia projektu korzystnego rozwiązania.

Niczego takiego z ust polityków na przestrzeni ostatnich kilku dekad nie słyszałem, a chodzi o prosty zabieg przywrócenia legalnej, wiążącej wykładni ustaw, bez czego można oczekiwać poprawy praworządności tylko w sferze marzeń.

Rodzi się konstatacja o sens wielu działań prawnych, gdyż wiążącej wykładni nie posiada ani prawo europejskie, ani polski system prawny. Jakość kształconych kadr prawniczych stoi pod poważnym znakiem zapytania?

Czy oni są tak miernie wyedukowani, że nie potrafią wpaść na pomysł racjonalnego porządku prawnego, który nota bene w Polsce przez kilka lat z powodzeniem funkcjonował, czy też ze względów spektakularnych udają głupków?

W skali globalnej jesteśmy w skutkach systematycznie oszukiwani przez trzymających w rękach kasę światową, ponieważ nie potrafimy wymóc na naszych wybieranych do rządzenia przedstawicielach zaprowadzenia elementarnego porządku prawnego.

W układzie unijnym brak wiążącej wykładni prawa to furtka do prowadzenia polityki sprzecznej z zawartymi układami międzynarodowymi i to w sposób całkowicie długodystansowo bezkarny.

Jeśli rozebrać problem na czynniki pierwsze, to mamy pozorowane tańce wokół przestrzegania części istniejącego prawa, które w danym momencie jest potrzebne kamaryli rządzącej w Brukseli.

Jakiś czas temu dostrzeżono na forum unijnym, że w polskiej sferze zatrudnienia dochodzi do nietypowego zjawiska stałego wykonywania pracy na podstawie umów cywilno-prawnych, czego w innych państwach wspólnoty nie ma.

Tam zasadniczo istnieje tylko stosunek pracy albo praca wykonywana na własny rachunek. W celu ujednolicenia rynku zatrudnienia, w drodze kamienia milowego zobowiązano nas do właściwego uregulowania tej sprawy.

Należało w Kodeksie pracy wprowadzić instytucję domniemania istnienia stosunku pracy i zobowiązać Państwową Inspekcję Pracy do ścisłej kontroli oraz inicjowania postepowań wykroczeniowych lub karnych w stosunku do sprawców naruszeń prawa.

Odstępstwa od reguły powinny przenosić prawnie ciężar uzasadnienia zawarcia innego kontraktu na podmiot zatrudniający. Nie wprowadzono jednak instytucji domniemania zawarcia stosunku pracy ani nie zmieniono ciężaru dowodu w tej sprawie.

Doczekaliśmy się tuż przed świętami obszernej ustawy nowelizującej ustawę o Państwowej Inspekcji Pracy, która cały ciężar realizacyjny złożyła na barki inspektorów pracy, nadając im różne sformalizowane do granic wytrzymałości upoważnienia do walki z tą plagą.

Prezydent RP podpisał ustawę, ale mając wątpliwości, co do jej słuszności skierował ją do następczej kontroli ze strony Trybunału Konstytucyjnego. Nie można mieć pretensji, gdyż Kancelaria Prezydenta nie ponosi odpowiedzialności za ten bubel prawny.

Czy UE zaakceptuje pozorowane działania, zobaczymy niebawem. Być może machnie ręka, gdyż efekt ustawy uderzy głównie w mikro i małych przedsiębiorców, pozostawiając molochy nienaruszone…

Te ostatnie stać na wynajęcie kancelarii prawniczych, wykorzystujących brak istnienia legalnej wiążącej wykładni ustaw, co pozwala dowodzić, że czarne jest białe lub odwrotnie w zależności od interesu korporacji biznesowej, której obrony się podjęli.

Gdy sprawa zawiśnie przed sądem czy to karnym, czy cywilnym, sędzia kierując się regułą poczytywania wszelkich wątpliwości prawnych na korzyść obwinionego o naruszenie nakazu zatrudnienia na podstawie stosunku pracy uwolni go od odpowiedzialności.

W tym bałaganie prawnym najbardziej biedni będą inspektorzy pracy. Władza naciśnie na efekty. Syzyfowa praca będzie przebiegać na bardzo wysokich obrotach. Biurokratyczne procedury papierowe lub elektroniczne pogrążą całkowicie PIP.

Struktura wykształceniowa inspektorów pracy ze względu na główne zadania z zakresu bezpieczeństwa pracy składa się w przeważającej mierze z pracowników o kwalifikacjach inżynierskich, wiec dla nich ta cała biurokracja okaże się czarną bezsensowną magią.

Wszyscy niezadowoleni, z różnych przyczyn poczną skarżyć się, a w tym gronie będą pracownicy, pracodawcy, związki zawodowe, związki pracodawców, przeładowane sądownictwo, etc.

Słowem Państwowa Inspekcja Pracy stanie się ofiarą na ołtarzu bubla prawnego, bo posługując się przenośnią, będzie tak szybko zasuwać z taczkami po budowie, że braknie już czasu na ich załadowanie..! Istne jaja wielkanocne!

Tadeusz Michał Nycz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *