NARÓD…

Motto: pogmatwane losy i działania narodu zapominającego przysłowie – jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz…

Znalazłem adres ciekawej wypowiedzi Leszka Żebrowskiego omawiającego historię upadku narodu polskiego (www.youtube.com/watch?v=yMI07CIpfyQ ). Około 1,5 godzinna wypowiedź okraszona danymi statystycznymi o naszych stratach rodowych nie daje się zanegować.

Historia pokazuje, jak byliśmy eliminowani dosłownie z terenów wschodnich II RP, aby łatwo tam zaprowadzić nowe stosunki ustrojowe pod radzieckim hasłem opanowywania komunizmem całego świata.

Podtekstem pretekstowym były historycznie różne stosunki rodaków z Ukrainą, Białorusią i Litwą. Różnice interesów między tymi nacjami nie uzasadniały, a wręcz wykluczały mord sąsiada przez sąsiada, z którym przez lata trwała w zasadzie poprawna egzystencja.

Inaczej rzecz wyglądała w Wielkopolsce oraz na Dolnym i Górnym Śląsku, gdzie zaraz po wybuchu wojny w 1939 r. Niemcy poczęli masowo mordować zamieszkującą te rodzime tereny polską inteligencję.

Przygotowywano poletko dla niemieckich osadników, wykorzystując tubylczą ludność germańskiego pochodzenia, która przez cały okres II RP tylko przebierała nogami, aby jak najszybciej pozbyć się Polaków…

Nasze różnice interesów ze wschodnimi sąsiadami miały zasadniczo inny historyczny już charakter, nieniosący groźby ludobójstwa, chyba, że ktoś usilnie, systematycznie pracował nad tym propagandowo.

Nie chcę oczywiście usprawiedliwiać bezpośrednich sprawców mordów niewinnej ludności polskiej zamieszkałej na kresach wschodnich, ale dla uczciwej oceny trzeba spojrzeć na problem całościowo i uwzględnić również współsprawstwo tej zbrodni.

Autor omawianego tekstu trafnie dostrzega, że Rosja Radziecka przygotowywała sobie grunt pod przyszłe zawłaszczenie tych obszarów i stworzenie z PRL karłowatego państwa, praktycznie z brakiem gospodarczego dostępu do morza.

Jak groźna jest systemowa propaganda przekonuje się pomału cała zachodnia cywilizacja. To opłacane przez Rosję, zaczynając od radzieckiej a skończywszy na obecnej, różne organizacje społeczne funkcjonujące na zachodzie zdołały rozłożyć całkiem społeczeństwo amerykańskie.

Zaczynając od zielonego ładu a skończywszy na LGBT, nie tylko ogłupili masy, ale też wkradli się ideologicznie w sam środek amerykańskiej Partii Demokratycznej, która od śmierci braci Kennedych dryfuje w dół…

Amerykanie znani przecież z doskonałego wywiadu i kontrwywiadu nie byli w stanie zatrzymać skutecznego oddziaływania tych metod, których rozwój objął następnie niemal wszystkie kraje europejskie.

Obecny kierunek lewackiej polityki unijnej, to właśnie bezpośredni skutek tej wrażej propagandy. Europa przodująca w samochwalstwie, dała się praktycznie rozpracować, jak małe, bezradne dzieci.

W skutkach doprowadziło to do braku reakcji na zabór Krymu, a później prowadziło do zlekceważenia najazdu Rosji na Ukrainę, chronioną przez potęgi zachodnie podobno nienaruszalnością granic, z powodu wyzbycia się broni nuklearnej.

Gdyby nie Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, przebudzone nieco przez Donalda Trumpa, Europa popełniłaby dawno samobójstwo… Wszystko ma jednak swoją cenę, lekceważenie bardzo poważnego zagrożenia także.

To, co w rzeczywistości dzieje się w światowej polityce i dlaczego, pokryte jest grubą warstwą lukru przeznaczonego dla nierozgarniętych mas wyborczych, które okresowo potrzebują kampanijnego odreagowania…

Ma ono wytworzyć przekonanie o sprawowaniu przez naród jakiejś ważnej władzy… Wszystko to realnie w polityce przybiera postać krwiożerczej walki o korzyści, a ideowe dobro człowieka funkcjonuje w postaci listka figowego…

Na straży tego zjawiska stoi demokracja odpowiednio pojmowana przez polityków, mająca uzmysłowić masom poszczególnych państw, że mają realny wpływ na wybór swoich politycznych przedstawicieli…

Tłumnie nierozgarniętej tłuszczy trzeba dać igrzyska, aby odpowiednio rozładować emocje i dalej bez większych oporów realizować niewidoczne, ale z góry dawno zaplanowane niecne, podstępne zamierzenia.

Masom każdego poszczególnego państwa pokazuje się efekt w postaci fajerwerków wyborczych, aby iluzyjnie wyglądało, że jako suweren coś znaczą i politycy muszą się z nimi oczywiście liczyć.

Bezmyślnym tłumom sama taka świadomość wystarcza, dlatego zachodzące w wyniku wyborów zmiany personalne niczego istotnego nie zmieniają poza samozadowoleniem wyprowadzonych na manowce wyborców.

Dzisiaj taką sytuację przeżywają Węgrzy, zamieniając w polityce przysłowiową siekierkę na kijek, ale jeszcze o tym nie wiedzą. Naród, a właściwie zbieranina tańczących głupców niebawem się o tym przekona, może nawet nie trzeba będzie dwóch lat, jak w Polsce…?

Karabeusz

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *