Motto: wierszyk na Święto Pracy…
Anim Mickiewicz, anim Goethe,
Nie śmiem uchodzić za poetę.
Tak sobie składam tylko zwrotki,
Niczym humoru cne maskotki.
Przy święcie pracy jestem szczery
Złośliwe rodzą się litery,
Nie znam ich stanu pochodzenia,
Oprócz Erato uwielbienia.
Cóż, zaskakuje mnie ogromnie,
Dlaczego dba akurat o mnie?
Przychodzi różnie, każdą porą
Rozsadzić umysł chce Pandorą…
W obronie przed atakiem jaźni,
Czasem zbiór liter tak się błaźni –
Sam nie rozumiem sedna treści,
Sumy logiki, które mieści.
Muzy zawodzić nie wypada,
Bo, z większą siła znów napada.
Zbiorczo, czy indywidualnie.
Aby nie wypaść z tym fatalnie,
A nie zwariować z ćmy hałasu,
Panuję nad zbieraniem czasu
I segregacją cnych literek
W składny niezwykle zawsze szereg.
Wtedy folguje mi Erato,
A ja, ją kocham z głębi, za to,
Gdyż nadmiar słów i mętlik w głowie
Każdy wam przyzna, jak się dowie –
Porządkiem Psyche uspokaja,
A, że powstają przy tym jaja,
To już uboczny efekt weny
W opisywaniu real sceny.
Tadeusz Miłowit Lubrza