KPINA…

Motto: woda, woda, woda, a ktoś zawsze rękę poda…

Wysłuchałem konferencji prasowej ministra zdrowia i jej całego zaplecza, a także urywków wypowiedzi prezydenta stolicy na temat afery : „salonikowej” w Szpitalu Południowym w stołecznym mieście Warszawa.

Po uświadomieniu sobie treści miałem wrażenie, jakbym w cudowny sposób przeniósł się w czasie do I kwartału 2024 r., kiedy to zatroskana władza, realizując hasła kampanii wyborczej usiłując naprawić dla nas służbę zdrowia.

Uszczypnąłem się jednak mocno, spojrzałem na kalendarz, a tu psia kość 25 czerwca 2026 r.! Za co oni trzeci rok biorą wynagrodzenia i kto, oraz na jakiej podstawie merytorycznej wypłaca im te pieniądze?

Pani minister długo rozgadywała się o problemach służby zdrowia, które my znamy od dziesięcioleci na pamięć. Żadnych konkretnych propozycji rozwiązań palących problemów nie podała poza stwierdzeniem, że szerokie konsultacje na ten temat trwają.

Oni chyba nie zdają sobie sprawy, jakiej pracy się podjęli. Przykładem doskonały pijarowo występ od 1.06.2026 r. dyrektora generalnego, byłego dyrektora departamentu nadzoru i kontroli resortu zdrowia nieznającego podstawowych obowiązków ministerstwa.

Na pytanie o odpowiedzialność personalną resortu za zaniedbania występujące systemowo, a w rażącym rozmiarze w Szpitalu Południowym w Warszawie stwierdził, że nikt nie jest winien, bo żadna informacja o nieprawidłowościach do resortu nie wpłynęła.

Coś mu się chyba pomyliło, bo podobnie jak ja czasowo, tak on cudownie miejscowo przeniósł się do pracy w Państwowej Inspekcji Pracy! Ta instytucja mogłaby rzeczywiście tak się tłumaczyć, bo jest powołana do kontroli a nie zarządza służbą zdrowia.

Jeśli w planie centralnym kontroli PIP nie figurowałby Szpital Południowy w Warszawie, to brak sygnału skargowego faktycznie tłumaczyłby i usprawiedliwiałby brak badania problematyki czasu pracy lekarzy w tej jednostce.

Kolejne ujawniane sprawy już kompletnie tych urzędników pogrążały. Na pytanie, jak to możliwe, aby młodzieniaszek bez doświadczenia otrzymywał tak olbrzymie wynagrodzenie, częściowo za nieświadczenie pracy, odpowiadali, że nic nie mogą zrobić!

Nie ma przepisów, które pozwalałyby na wszechstronną kontrolę względem danego lekarza i oni dopiero nad takimi ustawowo rozwiązaniami pracują. Nagle, chyba przebudzili się na tej konferencji, bo widać oczywisty brak znajomości realiów.

To jest albo ekipa zgrywusów, albo dyplomatołków niedorosłych do tych stanowisk, zresztą z prezydentem Warszawy włącznie. Włodarz stolicy opędzał się od sygnalisty, który zawracał głowę jakimiś detalicznymi problemami szpitala.

Dopiero co przegrał bieg na fotel Prezydenta RP i musiał jakoś odreagować, a ten nudził banialukami, stąd musiał go spuścić po przysłowiowej brzytwie. Sygnalista rozumował poprawnie – skoro w kontakcie komórkowym został olany, to pisanie pisma było bez sensu!

Dzisiaj to zaniechanie R. Trzaskowski wykorzystuje twierdząc, że o niczym nie wiedział, bo formalne zawiadomienie nie wpłynęło. On podobnie jak resortowcy nie wie, że taka PIP na ich wniosek mogłaby skontrolować i powiedzieć czy jest dobrze, czy źle z czasem pracy.

Te grona o tym powszechnie nie mają pojęcia, bo nie umieją zarządzać państwem, gdyż wyspecjalizowali się wyłącznie w medialnej propagandzie, niektórzy nazywają to ciepłą wodą w kranie i słusznie, bo taką pijarową wodę doskonale stale leją.

Do tego bezczelnie przypisują sobie zasługi poprawnego zasadniczo funkcjonowania SOR- ów. To jednak nie ich osiągnięcie, ale całego pracującego personelu, wśród którego znajdują się czarne owce z legitymacjami partyjnymi.

Przy ich pomocy, wykorzystując układy partyjne zawłaszczają nasze składkowe pieniądze w sposób urągający jakimkolwiek zasadom przyzwoitości. Mamy do czynienia czarno na białym z przestępstwem zawłaszczenia kasy, a prokuratura nie zabezpieczyła dowodów!

Proceder jest pewnie znany najwyższym władzom partii i dlatego muszą bronić złodziejaszka doktryną Nojmana, bo inaczej sami siebie pogrążyliby. Obrona polega na przerzuceniu całej odpowiedzialności na prokuraturę, która jako nielegalnie działająca nic nie robi.

Oni potrafią tylko jak katarynka powtarzać, że przywracają praworządność, czyli stosują prawo tak jak je sami wadliwie rozumieją, a nie tak jak stanowi wyraźna jego litera. Do tego posługują się pomocą międzynarodowych trybunałów opanowanych przez polityków.

W konsekwencji, mamy neo sędziów, czyli rzekomo nielegalnych arbitrów, których wyroki są podważane, a my, całe społeczeństwo płacimy cwaniakom, złodziejom, krętaczom odszkodowania z tytułu wymyślonej bajki o nielegalnych sędziach…

Powstaje zasadnicze, kardynalne pytanie, kiedy naród polski się obudzi i jak długo jeszcze będziemy pozwalać na taki cyrk za nasze pieniądze, nasze zdrowie, nasze życie, cwaniakom śmiejącym się nam prosto w twarz?

Karabeusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *