Motto: kto, pod kim dołki kopie, sam w nie wpada, lepiej tego nie czynić taka ma porada!
Przysłowia są mądrością narodów – być może zbyt rzadko wykorzystywane tworzą jednak opokę korzystną, ale powszechnie uznawaną przez racjonalistów i filozofów za słabo realizacyjną w praktyce. Postaram się dowieść jak nieuchronnie skutkowe są te paremie.
Od blisko trzech lat jesteśmy nasączani olbrzymim złodziejstwem poprzednio rządzącego PiS-u. Sztandarowym przykładem miało być obiecywane w kampanii wyborczej pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego ministra od sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro.
Stał się głównym celem, ponieważ zapoczątkowane przez niego reformy resortowe bardzo niebezpiecznie uderzyły w interesy obecnie rządzących. Nawet jeden z mecenasów, chłop jak dąb musiał się bronić przed karą za machlojki zasłabnięciem, a potem ucieczką do Włoch…
Stosując prawo tak jak oni je rozumieją, uczynili Zbigniewa Ziobro gangsterem. Znaleźli świadka koronnego, który omówił przyznawanie pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości, czyli zeznał to, co rzeczywiście miało miejsce, więc sam niczym nie ryzykuje.
Na podstawie jego zeznań skonstruowano bajeczne zarzuty o rzekomej zorganizowanej grupie przestępczej, której miał przewodniczyć Zbigniew Ziobro. Fakt braku naruszenia obowiązującego prawa jest bez znaczenia, gdyż oni prawo inaczej pojmują.
Medialnie robi to wrażenie, skoro mało kogo stać na sprawdzenie przepisów regulujących dystrybucję Funduszu Sprawiedliwości, z których wynika, że nie tylko nie było żadnej grupy przestępczej, ale w ogóle nikt nie dopuścił się czynu zabronionego przez prawo!
Ale co szkodzi postawić fałszywe zarzuty i tworzyć cyrk pogoni za bajecznym przestępcą, skoro jest zapotrzebowanie, a czarna masa wyborcza ślepo w obiecanki wierzy, co dowodzi akademik za złotówkę, 60 tys. zł wolne od podatku, czy telefon lekarza do pacjenta…
Ta ostatnia sprawa skompromitowała się aferą „salonikową”, toteż pozostała ostatnia deska ratunku w postaci pogoni za Zbigniewem Ziobro. Kiedy on był w kraju członkowie specjalnej komisji czmychnęli, aby nie doszło do przesłuchania i rozbicia w pył intrygi…
Później, Z. Ziobro widząc anarchiczne działania władzy kończące się nawet śmiercią, w obronie własnego zdrowia pozostał za granicą, czemu nie ma się co dziwić, skoro walczył z trudnym do pokonania nowotworem i udało mu się na szczęście jakoś wyjść obronną ręką.
Najpierw na Węgrzech otrzymał azyl i paszport genewski, aby po zmianie władzy u bratanków przenieść się do Ameryki. Epopeja poszukiwawcza układa się niemal w doskonały wieloodcinkowy serial telewizyjny.
Mamy rozrywkę dla spragnionych sensacji mas wyborczych głównie KO, choć także, ale w mniejszym stopniu wyborców koalicyjnych – czymś trzeba ich zająć, aby widzieli, że władza stara się przywracać praworządność.
Aktualnie sprawa przybrała niebezpiecznego charakteru dla sprawców całej intrygi. Sąd w Warszawie podtrzymał prawomocnie areszt dla Zbigniewa Ziobro, co jest warunkiem skierowania do USA wniosku o ekstradycję.
Rządzący mają autentycznie bardzo poważny sęk do zgryzienia, bo cokolwiek uczynią będzie źle. Boją się jak ognia wniosku o ekstradycję, gdyż niezależny sąd amerykański wykpi forsowane zarzuty karne i oficjalnie wyjdą na oszustów, a do tego durniów prawniczych.
Jeśli minister od sprawiedliwości nie złoży wniosku o ekstradycję Zbigniewa Ziobro obarczony będzie on, rząd i cała koalicja przymiotem patentowanych tchórzy bojących się poddać ocenie niezawisłego amerykańskiego sądu.
Z takim przydomkiem mają gwarantowane przegrane wybory w 2027 r. Coś muszą jednak zrobić, bo czas biegnie, opinia publiczna się niecierpliwi, toteż próbują zastępczą metodą pisma do tamtejszego urzędu imigracyjnego zapytać o legalność pobytu Z. Ziobry.
Z góry było wiadomo, że dostaną prztyczka w nos, bo urząd odpowie, że to wyłącznie ich wewnętrzna federalna sprawa i polskie władze nie mają żadnego tytułu prawnego, aby się w te zagadnienia mieszać!
Władza znalazła się na własne życzenie w pozycji patowej, bo nie ma dobrego posunięcia. O ile w sferze wewnętrznej mogli sobie pozwolić na kołowanie i oszukiwanie wyborców, o tyle w układzie międzynarodowym i do tego z USA, to oczywiście odpada.
Pomiędzy tchórzem a dalszym matactwem jest mała różnica, dlatego złożono wniosek o ekstradycję. Teraz będziemy słuchać w zależności od rozwoju sytuacji, jak sąd amerykański działa np. pod wpływem Prezydenta USA, albo będą przeinaczać rozstrzygnięcia sądu.
Ostatnio drugi sprawca tych rzekomych przestępstw zwrócił się do krajowego sądu o wydanie żelaznego listu, pozwalającego odpowiadać mu z wolnej stopy, czym warunkuje przyjazd do Polski i udział w postępowaniu sądowym.
Przesyłkę pocztową nadano z terenu Mołdawi, co wykorzystuje się do twierdzenia, że Romanowski współpracuje z Putinem, skoro to państwo pozostaje w dobrych stosunkach z Rosją. Nie przyszło im do głowy, że to może być blef, aby szukali wiatru w polu…
Tworzą prawicy możliwość jazdy po nieudacznikach jak po przysłowiowej burej suce i jak tu nie wierzyć w sprawdzalność przysłowia, – kto, pod kim dołki kopie, sam w nie wpada, tym bardziej, że apogeum wpadnięcia jeszcze przed nimi, po wyborach i zmianie władzy…
Tadeusz Miłowit Lubrza