Motto: czyli przypowieść o pewnym kacyku mandżurskim…
Mandżurystan, to taki kilkumilionowy kraik zależny w całości od potężnego wschodniego sąsiada, który z czasem w pełni zawładnął umysłami tubylców. W takim momencie przyszedł na świat TU-SEK, któremu przepowiadano wielką karierę.
Powodzenie było chyba zapisane w gwiazdach, bo jak powiadali przepowiadacze przyszłości dziecko urodziło się w momencie, gdy gdzieś w Kosmosie spadała gwiazda obdarzona dużym warkoczem, co miało mieć nieuchronny wpływ na urodzonych w tym momencie.
Początkowe lata życia wcale na to nie wskazywały, gdyż malec niczym specjalnym się nie wyróżniał. Koło dziesiątego roku życia opanował do perfekcji umiejętność posługiwania się kłamstwem z taką naturalności, jakby był uczniem czarnoksiężnika z Krainy Ciemności…
Koledzy przewidywali karierę TU-SEK-a, gdyż pomimo serwowanych kłamstw, w sumie dał się lubić z powodu wesołego usposobienia. Do nauki nie przejawiał zainteresowania, często przesiadywał na strychu i grzebał w jakichś papierach oraz książkach pozostałych po dziadku.
Tam wyczytywał nadzwyczajne opowieści o własnym kraju, co było impulsem do zgłębiania tej wiedzy coraz intensywniej. Kraik mały, zależny od potężnego sąsiada, dążący do zachodniego dobrobytu wydał mu się jakiś sztuczny.
Odległy od marzeń wyczytywanych ze szpargałów dziadka, co finalnie zaowocowało w jego ustach nienormalnym i niechcianym państwem… Przeglądane na strychu historie, chyba zainteresowały go profesjonalną wiedzą w tym zakresie.
Studiował ponoć historię na jakimś uniwersytecie, choć dobrze poinformowani powątpiewają w realność przedsięwzięcia. Wskazując na jego umiejętności, sądzą, że egzaminatorzy ulegali urokowi i dostał dyplom za bajeranckie wygłupy…
Tak, czy inaczej, to była przepustka do ówczesnych elit politycznych przymierzających się do zmiany państwa po wydostaniu spod władzy reżimowego hegemona. Zachodni sąsiad nie był korzystniejszy, ale próbował ukazywać pozytywne, choć realnie fałszywe oblicze.
Jego włodarze szybko zainteresowali się TU-SEK-iem, ze względu na umiejętności, które doskonale asocjowały z ich zamierzeniami. W perfekcji bajerowania tak indywidualnego jak i grupowego nie miał przecież sobie równych.
Szybko zdobył w tych kręgach renomę i to zarówno krajową jak i zagraniczną, ponieważ struktury ponad narodowe wyraźnie potrzebowały wykorzystać takiego specjalistę dla swoich księżycowych pomysłów politycznych.
Tymczasem w ojczyźnie górę wzięły siły patriotyczne, jakby bardziej prawdomówne, co nie uszło uwadze ponadnarodowej wspólnocie. Zagrożenie dla niej było, aż do tego stopnia poważne, że postanowiono wykorzystać zdolności TU-SEK-a.
Świetnie nadawał się do przekabacenia rodaków i zdobycia władzy, dlatego dostał takie wyraźne zadanie. Sztuczka się udała, ponieważ tubylcy byli wręcz oczarowani słownymi umiejętnościami sprytnego oszusta.
Tenże, po zdobyciu władzy począł już bezczelnie postępować jak kacyk nieliczący się z nikim i z niczym, nawet z uświęconymi w tradycji regułami prawa całkiem nieźle rozwiniętego w tym małym państwie.
Czuł się mocny, mając poparcie władz wspólnoty i był święcie przekonany, że ten stan potrwa wiecznie, a przynajmniej do końca jego życia. Nie przewidział zdarzeń, które w sferze realnego podejścia do rzeczywistości musiały zaistnieć.
Jako humanista, przynajmniej teoretycznie, zapomniał całkowicie o powszechnym prawie fizyki, czy szerzej przyrody, a może nawet całego Kosmosu, mówiącym, że każdej akcji towarzyszy nieuchronnie reakcja…
Nie da się na dłuższą metę funkcjonować bezkarnie przy pomocy kłamstw, o czym już dawno przekonali się wielcy tego świata, znani z kart historii. Mimo, że utarło się powiedzenie, iż nie ma sprawiedliwości na tym świecie, to jest ono nieprawdziwe.
Sprawiedliwość chodzi własnym drogami, stąd jej odzwierciedlenie ma różny charakter, nie zawsze taki, jaki my ludzie sobie wyobrażamy, czy też życzymy, bo to jest sprawiedliwość uniwersalna, a nie człowiecza.
Co może czekać kacyka, który nagle spadnie z piedestału? Sąd, odpowiedzialność karna – niekoniecznie. Najwięksi bogacze naszej planety przodują w statystyce samobójców, bo pomimo posiadanego dobra materialnego nie wytrzymują psychicznie i kończą żywot.
To też jest przejaw sprawiedliwości, która dla kacyka spadającego z piedestału może się skończyć lepiej, np. całkowitym zapomnieniem. Odejdzie w niebyt, bo wszyscy o nim zapomną. Poplecznicy w nowych warunkach nie będą chcieli do niego się przyznawać.
Na kartach historii zaniknie, jak nasz król Bolesław Okrutny, który tak nabroił, że nawet kronikarze nie śmieli o nim wspomnieć słowem, mimo królewskiego majestatu, stąd my Polacy mamy oczywistą lukę w narodowej historii.
Niech każdy zapamięta morał z tej powiastki – szerzysz dobro, ono na pewno wróci do ciebie, ale zło także indywidualnie dobrane do osobowości – to nieuchronne przeznaczenie, niemożliwe do uniknięcia, bo mające charakter aksjomatu.
Tadeusz Miłowit Lubrza