SIŁA PROPAGANDY…

Zastanawiałem się długo, jak to się dzieje, że mamy do czynienia z porządnymi skądinąd ludźmi, którzy okazują się nadal zwolennikami Platformy i szerzą antypisowską propagandę, nie podając na głoszone poglądy żadnej konkretnej argumentacji?

Wedle badań opinii publicznej, PO popiera jeszcze blisko 20% respondentów. Postawiłem sobie pytanie, czy wśród nich są sami typowi przedstawiciele warszawskich działań reprywatyzacyjnych…, (bo na takie cechy wskazują wyniki badań komisji reprywatyzacyjnej) i doszedłem do wniosku, że nie.

W tym gronie, zapewne w zdecydowanej większości, są ludzie z gruntu porządni, którzy oględnie mówiąc zostali tak zbajerowani propagandą platformową, że w sferze rozmów o polityce nie potrafią racjonalnie funkcjonować.

Od razu przytaczam przykład, gdyż zobrazowanie najlepiej potwierdza każdą postawioną tezę. Mam kolegę, doskonałego fachowca i ogólnie rzecz biorąc bardzo porządnego człowieka, do tego głębokiego, jak sam o sobie mówił, wyznawcę religii katolickiej. Ten kolega ma jednak jedną wadę.

W rozmowach od czasu do czasu pozwala sobie przytaczać niepochlebne opinie na temat Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u. Zapytany o argumentację, kończy każdą taką rozmowę stwierdzeniem: „to jest polityka, nie będziemy o niej dyskutować”.

Taka postawa mojego sympatycznego, mądrego i zawodowo doświadczonego kolegi mnie się nie podobała. Oceniałem ją, jako propagowanie niekoniecznie uzasadnionych poglądów. Ja nie twierdzę, że w konkretnej sprawie, broniąc PiS-u, mam rację, ale jeśli słyszę negatywne opinie na czyjś temat, zawsze chcę pozyskać uzasadnienie, co dotyczyło zarówno spraw zawodowych, jak i polityki, jeśli przewijała się w rozmowach.

Kierując się daniem szansy na zejście z błędnego postępowania, kupiłem koledze książkę Jarosława Kaczyńskiego pt. „Polska naszych marzeń” z 2011 r. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w następstwie tego daru, został on mi zwrócony z komentarzem: „to nie moja bajka, nie mam zamiaru tego czytać”…

W każdym zachowaniu tkwi jakaś przyczyna, dlatego postanowiłem ją zgłębić. Kolega obracał się generalnie w kręgach ludzi o nastawieniu platformowym. Pewnie też słuchał i oglądał media tej samej opcji politycznej.

W tych mediach spotykał opinie niekiedy uznanych autorytetów wyrażających się publicznie negatywnie o PiS-ie i Jarosławie Kaczyńskim. Przejął, więc te poglądy za własne, nie zastanawiając się nad szczegółami logicznymi.

Dla niektórych ludzi stanowisko autorytetu np. naukowego i do tego z tytułem profesorskim, czyni wręcz paraliżujące wrażenie. Ten mechanizm był propagandowo wykorzystywany przez wiele lat, wszak podczas 8-letnich rządów, PO miała prawie monopol na wciskanie narodowi nonsensów, co musiało przynieść efekt.

Przykre jest tylko to, że skutek dotknął także ludzi uczciwych, którzy w normalnych, czyli pluralistycznych warunkach medialnych nie daliby się nabrać na tę znaną, tanią fałszywkę…

Mechanizm urabiania ludzi jest bardzo prosty i od dawna znany. Przykładowo, zatrudnieni przy pracy biurowej często mają przyzwyczajenie do równoległego słuchania radia przy pracy. Informacje płynące z tego medium nie trafiają do ich świadomości, ale wprost lądują w podświadomości.

Ta część informacyjna znajdująca się w podświadomości nie podlega analizie logicznej, lecz jest wiedzą „aksjomatyczną”, którą w odpowiednim momencie i potrzebie dany osobnik się posługuje w sposób automatyczny, bez obróbki analitycznej.

Braki poparcia takiej wiedzy uzasadnieniem, można sobie praktycznie potwierdzić na dowolnym wiecu obecnej opozycji. Jeśli zapytać uczestnika takiego zgromadzenia o przyczynę uczestnictwa, nie potrafi nic konkretnego powiedzieć, poza całą gamą sloganów typu: obrona Konstytucji, naruszenie demokracji, naruszenie swobód obywatelskich, etc.

Nie jest w stanie na głoszone słowa podać argumentacji, ponieważ jego wiedza nie przeszła etapu logicznej analizy problemu. Dla niego informacje przechowywane w podświadomości są pewnikiem, niepodlegającym dyskusji.

Przyciśnięty do muru, taki osobnik potrafi niekiedy powołać się na uznane autorytety głoszące identyczne poglądy, z uzasadnieniem, że jeżeli tacy mędrcy w ten sposób sądzą, to oczywiście musi być prawda.

Nie dopuszcza do siebie twierdzeń, że prawdy nie pozyskuje się w sposób większościowy, bez argumentacyjny, choć łatwo mógłby to sobie uświadomić, choćby na przykładzie historii Kopernika i Galileusza.

Ci dwaj odkrywcy, jako jedyni głosili nowy pogląd heliocentryczny, podczas gdy wszyscy pozostali ówcześni uczeni byli odmiennego zdania, co już potwierdza prawidłowość, że do prawdy nie dochodzi się w sposób większościowy.

Brak analizy logicznej wygłaszanych poglądów prowadzi do poważnych błędów ocennych. Do tego jeszcze pewne środowiska intelektualne z natury rzeczy dbają o wspólnotę wyznawanych idei i przestrzeganie zasady:„jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać jak i one”…

Solidarność kastowa takich ugrupowań jest tak silna, że często zdrowy rozsądek nie jest w stanie zwyciężyć. Te znane zjawiska psychologiczno-socjologiczne bez skrupułów wykorzystują propagandziści medialni, urabiając do określonych poglądów osoby, które w normalnych warunkach rozumowania nigdy nie zostałyby zwolennikami tanich sloganów.

Niestety rozumowe dotarcie do świadomości takiej osoby jest niemożliwe, w warunkach obrony przed argumentacją, w typowy sposób dla diabła bojącego się (w tym wypadku nieświadomie) ewentualnej prawdy, jak wody święconej.

Karabeusz