ŚWIR…

Motto: ćwir, czy świr jednako brzmiące i medialnie wstrząsające… 

Mamy taką polską manię
Wciąż króluje świrowanie.
Kiedy rodak do rodaka
Powie z sensem – nie zagdaka…?

Jak na razie złe nadzieje,
Bo, gdy widzę, co się dzieje…
Ot, noblistka w komitywie
Z Alem bryka, choć się dziwię.

Kiedy mleko wykipiało,
Ona robi z tym kakao…
I zapewnia uroczyście,
Że korzysta, oczywiście,

Ale tylko wyrywkowo,
Aby dodać to i owo…
Inna znowu baba jędza,
Naśladując jakby księdza,

Głowie państwa w polityce
Przypomina o etyce…,
Stosowaniu Konstytucji.
A, w ogólnej rewolucji

Nawołuje do zamachu –
Chyba z partyjnego strachu?
Tu, kolejna profesorka,
Nagradzana dla splendorka,

W mieście Kraka poprzez Radę
Widzom niesie cud poradę,
Aby w demokracji gali
Referendum swe olali!

Cny kardynał, niespodzianie,
Chyba czując powołanie,
Względność widzi w przykazaniu,
Co dowodzi na kazaniu.

Nie wiadomo, co jest grane?
Miast moralną tępić ranę,
Klecha wciąż filozofuje –
Łączność z Duchem Świętym czuje?

Oburzeni katolicy,
Widząc zanik, ich krynicy…
Piszą wręcz otwarte listy,
By ten spektakl przerwać czysty.

Inni krytykują Trumpa,
Jakby ich dzieliła rampa…
Te kąśliwe wypowiedzi –
W bezpieczeństwie już czort siedzi?

Wszystko stoi tu na głowie,
Trudno prawdę dostrzec w słowie
Kiedy Madziar rozpędzony
Z Rysiem pierwszym ukojony…?

Sens wymyka się kompletnie.
Logiczności jakieś letnie
Nadal tkwią w telenowelach,
Gdyż w życiowych duperelach

Za uszami brzmią absurdy.
Mamy potem mecze – burdy,
Wykładniki demokracji,
Zamiast mądrej wciąż sanacji.

Krajan w odreagowaniu
Wspiera się na cudzym zdaniu,
Chroniąc władzy impotencję
Przez calutką wnet kadencję.

Bywa czasem też zdziwiony.
W pasji, nawet obrażony,
Kiedy myśl napawa dobrze,
Wpada w spektakl, ot, o Ziobrze!

Władza sączy ciut przestępstwo,
Licząc mocno na ustępstwo –
Jak to złodziej, kiedy krzyczy,
Że okradli. Nie pożyczy

Nawet zdrowia w fest chorobie,
Gdyż to nie pasuje w fobie.
Kiedy cygan jest w teatrze,
To się sprytnie wina zatrze.

A, że ktoś tam straci życie,
Albo będzie w nędznym bycie
Przez zmyśloną wprost fiksację,
Grunt, że w mediach mamy rację.

Słupki rosną, het poparcia.
Poprzez multum tego żarcia.
Tanie, bo amerykańskie,
Stoły gną się pod nim pańskie.

Czerni trzeba trochę jadła,
Konieczności władza zgadła.
A do tego moc igrzyska –
W TVN-ie ogrom tryska!

Jakość zupy, choćby żurka –
Zbędna, także konfiturka…
Chamy przyjmą każde żarcie,
Co przewidzi premier w karcie…

W obietnicach jest wspaniały,
W tym tkwi sekret jego cały.
Większościowo lud świruje –
Władza zgodna i wtóruje!

Tadeusz Miłowit Lubrza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *