Motto: na przemożną obłudę trudno znaleźć sposób…
Kłamstwo, jako metoda rządzenia, to zjawisko, które zrobiło niebywałą współcześnie karierę! Można założyć, że jakiś procent tej metody zawsze w polityce występował, bo musiał, gdyż nieuczciwość jest cechą immanentnie związaną z zachłannością.
Ta ostatnia króluje zawsze wśród rządzących, bez względu na formułę ustrojową. Rzecz sprowadza się jednak do proporcji pomiędzy prawdą a kłamstwem, która w zdrowym społeczeństwie musi być odpowiednio zachowana, aby ono z kretesem nie zginęło.
Współcześnie mamy do czynienia nie tyle z przeważeniem szali na rzecz powszechnego kłamstwa ile już z przegięciem w tym zakresie, co grozi bardzo poważnymi konsekwencjami społecznymi, z czego być może mało kto zdaje sobie sprawę.
Trzymający w rękach kasę światową przekonali się doświadczalnie, że metoda powszechnego kłamstwa łatwo jest przyswajalna, ponieważ statystyczny wyborca w rozumowaniu politycznym nie jest w stanie nawet przybliżyć się do cienia prawdy.
Kłam musiał uzyskać uprzywilejowaną pozycję we wszelkich stosunkach społecznych i oczywiście przede wszystkim w edukacji. System akceptacji kłamliwej papki medialnej od dłuższego czasu przynosi poważne efekty, niestety pejoratywne.
W mętliku wątpliwych informacji politycznych potencjalny wyborca zachowuje się przy urnie wyborczej, jeżeli jeszcze nie jest urobiony przez konkretną partię, to na chybił trafił. Rachunek prawdopodobieństwa w tych warunkach sprzyja zwycięstwu osoby przewidzianej.
Oczywiście, od czasu do czasu trzeba gawiedzi pozwolić, aby zwyciężył kierunek reformatorski, gdyż to rozwiązanie stanowi wentyl bezpieczeństwa przed rewolucjami powszechnymi, a tego trzymający kasę najbardziej się obawiają.
Upowszechnianie fałszu zaczyna się od szkoły podstawowej, która stroni od zgłębiania problemów, czyli logicznego rozumowania, na rzecz takiego natłoku przyswajanej przez mózg młodzieży wiedzy, aby w jej ogromie szare komórki nie były zdolne na segregację…
W naturalny sposób wynikający z przeciążenia nie tylko odrzucana jest chęć, ale nawet możliwość logicznego rozumowania. Nie znaczy to, aby logika zanikała całkowicie. Ona nadal funkcjonuje w sferze zawodowej, bo profesjonalnie musi.
Wyuczony mechanizm nie przenika jednak do innych sfer, ponieważ jest skutecznie blokowany brakiem konkretności tez, dla których miałby być zastosowany. Widać to wyraźnie na wszelkich spotkaniach młodych adeptów polityki ze starymi wyjadaczami.
Zgromadzenia takie występują często, ponieważ władza musi prezentować otwartość dyskusyjną, zwłaszcza względem młodzieży, która wymaga odpowiedniego nasycenia problematyką polityczną.
Demokracja to debatowanie otwarte intelektualnie. Na wszelki jednak wypadek takie audycje mają z góry wyznaczony czas, aby młodzież rozkręcona w ciekawości nie poruszyła czasem sedna omawianych zagadnień.
Aktualnie mamy w Polsce powszechną anarchię. Zauważyć warto, że pomimo dość licznego grona młodzieży dostrzegającej ten problem, w mediach w ogóle nie pada zasadnicze pytanie – jak to naprawić?
Redaktorzy prowadzący pilnie dbają, aby publicznie nie padło takie kłopotliwe pytanie. W ostateczności, jeśli ktoś wyrwałby się do zadania tego niezręcznego dla odpowiedzi pytania, prowadzący patrzy na zegarek sygnalizując koniec programu.
Zainteresowanego dociekliwością zapewnia się, że w następnym cyklicznym odcinku będzie miał pierwszeństwo wypowiedzi. W efekcie albo sam pytający zrezygnuje lub nie wpuszczą go na następne spotkanie, lecz dla pozoru dadzą szansę złożenia zapytania na piśmie.
Polityk występujący w takich programach bez kłopotów poradzi sobie z udzieleniem pisemnej właściwej trendowo odpowiedzi. W tych warunkach koncepcja – wiem, że nic nie wiem – poczyna brylować wśród młodzieży niewykazującej zainteresowania sednem spraw.
W całą maszynerię tej obłudy dają się wciągnąć przedstawiciele różnych rodzajów nauki, stanowiący wzór dla młodych z racji wieku, doświadczenia, tytułu profesorskiego, czy elokwencji w prezentowanych poglądach.
Im dosyć łatwo przechodzą przez usta banialuki typu wybór sędziów do KRS sprzeczny z duchem Konstytucji RP, gdyż motywowani są regułą – pecunia non olet. Zwłaszcza ci w wieku emerytalnym, aby podbudować swój budżet, muszą zrobić jakiś taktyczny ukłon…
W warunkach braku odpowiedzialności za publicznie głoszone słowo, dostępują zaszczytu traktowania ich banialuk na równi z prawdą, co psychicznie podbudowuje w sferze dalszej potrzeby społecznego udzielania się.
Niejeden może sam nie rozróżniać, ze względu na wiek, prawdy od fałszu, toteż bez zakłóceń serwuje mądrości pod z góry założoną tezę, bo już nawet nie pamięta, że ten sposób wykładni prawa jest fundamentalnie błędny. No cóż zapomniał, każdemu w takim wieku się zdarza.
Inni identyfikują się z hasłami: co szkodzi kłamać, dawać fałszywy obraz danego zjawiska, skoro niemal wszyscy dookoła tak czynią, a jeszcze za to otrzymują niebagatelne nagrody. Ułomność moralnego kręgosłupa wpisuje się w królowanie fałszu…
Karabeusz