PIESKA BALLADA

Pieskie, na co dzień mamy życie,
I frustrujące, jak w Madrycie…
Tam otaczają czcią wciąż byki,
U nas buldogi i jamniki…

Właściwie każdej rasy zwierzę,
Pierwszeństwo przed człowiekiem bierze.
Dużej dbałości właściciele,
Ciut nierozumni, jak to ciele

Stawiają zwierzę na piedestał,
Na którym członek rodu nie stał…
Furda szczeniaczki, lecz boksery,
Dożyły tej współczesnej ery,

W której dowolne jest brykanie,
Bez względu, kto na drodze stanie.
Mają wolności bez granicy,
I, nikt nie czyni tajemnicy

Kiedy dowolnej masy bydle,
Leci, po prostu, jak na skrzydle…
Bez zahamowań, czy linewki,
Jak pocisk pruje, wprost z panewki.

Trafi na dziadka, babcię, dziecko –
Właściciel tylko machnie kiecką,
Krzycząc, ustąpić trzeba drogi,
Tak pies najbardziej jest mu drogi.

Jakieś kagańce oraz smycze,
Na które naturalnie liczę,
Pozostawione są na boku,
By nie hamować czasem kroku.

Zwierzę wyszumieć biegi musi,
Co właściciela znacznie kusi,
Aby wykazać sprawność charta –
Uciecha byczka tego warta!

Inni mieszkańcy i przechodnie,
Niech zachowują się wciąż godnie,
Znosząc pieskowe obyczaje,
Bo, zagrożenie im się zdaje.

Teraz sentencja Twaina Marka,
Gdy się przebrała kiedyś miarka,
Przychodzi na myśl oczywiście,
Choć znaczy zeszłoroczne liście…

Pies nie ugryzie, nie powali,
Wie to właściciel w pełnej gali.
Lecz niewiadoma tkwi w tej wiedzy –
Co zwierz rozumie i koledzy…!?

Tadeusz Miłowit Lubrza