HABITUS…

Przeczytałem ciekawą książkę Jana Sowy pt. „Fantomowe ciało króla”, Kraków 2011 r. Opracowanie poświęcone jest, jak brzmi podtytuł „Peryferyjnym zmaganiom z nowoczesną formą”.

Właściwie już po „Wprowadzeniu” ujawniają się koncepcje autora związane ze stosunkami społeczno-polityczno-gospodarczymi, w jakie była uwikłana Polska na przestrzeni ostatnich 500 lat.

Obszerność dalszych szczegółowych omówień poszczególnych tez podbudowana została szeroką literaturą tak polską, jak i międzynarodową, co w sumie świadczy o dogłębnym zbadaniu z naukowego punktu widzenia omawianych zagadnień.

Jak każda praca teoretyczna, stawiająca pewne śmiałe tezy, które autor stara się udowodnić, pozycja ta należy do sfery subiektywnych, a niekiedy, moim zdaniem, zaskakująco błędnych twierdzeń.

W zasadzie można się zgodzić z prezentowanymi przyczynami upadku I Rzeczypospolitej, chociaż główny, podstawowy powód polegał na braku zawodowej armii broniącej granic Polski, a tenże jawi się gdzieś tylko między wierszami.

Najbardziej zadziwiające jest twierdzenie o kolonialnym charakterze I Rzeczypospolitej, ukierunkowanym na polskie kresy wschodnie, czyli w większości dzisiejszą Ukrainę.

Nazywanie Polski krajem zaborczo kolonialnym wynika chyba z niezrozumienia zawieranych unii międzynarodowych, pomiędzy Polską i Litwą, zaczynając od Unii w Krewie w 1385 r.

Typowemu charakterowi pojęcia kolonializmu zaprzecza traktat, który w efekcie dalszych zdarzeń doprowadził do powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Nie jest znane w historii zjawisko, aby kolonizator oferował władzę królewską mniejszemu państwu, z którym postanowił się trwale sprzymierzyć i połączyć.

Kolejne losy polskich królów z dynastii jagiellońskiej pokazują, że przyszły monarcha najpierw zostawał wielkim księciem litewskim, a dopiero później królem Polski.

Jeżeli chodzi o kresy wschodnie, to trzeba przypomnieć, że te tereny nie należały do Polski, ale do Litwy, aby w rezultacie wejść dobrowolnie w skład Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Twierdzenie, że Polska była państwem kolonizującym wschodnie obszary mija się całkowicie z prawdą.

Można odnieść wrażenie, po przeczytaniu tej książki, że powstało dzieło pod z góry założoną tezę wykazania wyższości kultury zachodniej nad naszą, a także wmówienia nam pozycji kolonizatora kresów wschodnich.

Powoływane powstanie B. Chmielnickiego, jako walka narodowo-wyzwoleńcza Ukraińców jest w opisywanych warunkach traktatowych wadliwym argumentem na poparcie tezy o polskim kolonializmie.

Powstanie było wynikiem błędnej polityki ruskich książąt typu Wiśniowieccy, którzy doprowadzili do nadmiernego ucisku poddanych i stąd nastąpił wybuch społeczny, zresztą nie pierwszy, bo wcześniej mieliśmy do czynienia z powstaniem np. S. Nalewajki.

Problem Kozaków ukraińskich był zresztą złożony i nie można na tej podstawie wyciągać wniosków, że występowali oni w imieniu całej ludności ukraińskiej. Owszem, ludność ta przyłączała się do powstań kozackich.

Inspiracja protestów zbrojnych wynikała z domagania się przez Kozaków, którym nadano pewne prawa odróżniające od chłopów, jeszcze większych uprawnień, jako broniących zbrojnie polskie kresy wschodnie.

Tymczasem mieliśmy tutaj do czynienia z konfliktem interesów, do którego przyczyniali się sami Kozacy, w postaci wykorzystywania umiejętności wojennych do organizowania na własną rękę napadów rabunkowych na Krym, co powodowało odwet Tatarów, a także sprowadzało na nasze tereny nawet wojska sułtana tureckiego.

Powstania kozackie, nazywane dzisiaj walką narodowo-wyzwoleńczą,  nie uzasadniają tezy o polskim kolonializmie, podobnie jak rewolucja angielska, czy rewolucja francuska, których podłożem był także ucisk społeczny, nie świadczą o tym, że Francja, czy Anglia były z tego powodu państwami kolonialnymi.

Najbardziej zaskakujące jest wartościowanie przez autora kultur europejskich i konsekwentne wykazywanie wyższości kultury zachodniej na wschodnią, czy środkowoeuropejską, czyli naszą.

Kultura Zachodu wyrażająca się krwawymi skutkami wielkiej rewolucji francuskiej, czy faszyzmu niemieckiego nie może górować nad kulturą polską, w której do tej skali okropności nie dochodziło.

Nie sądzę, aby kultura Zachodu, w wyniku której doszło do zdrady Francji i Anglii względem II Rzeczypospolitej w chwili wybuchu II wojny światowej miała czymkolwiek górować nad kulturą polską wyrażającą się walką Polaków za wolność waszą i naszą na wszystkich frontach II wojny światowej!

Nie ma też powodu, aby Francuzi kolaborujący oficjalnie z Niemcami w ramach rządu Vichy, czy Anglicy i USA sprzedający nas w Poczdamie Związkowi Radzieckiemu w postaci zgody na zmniejszenie obszaru Polski o ponad 700 tysięcy kilometrów kwadratowych, mieli prawo pouczać Polaków o wolności, demokracji, sprawiedliwości, czy solidaryzmie międzynarodowym.

Nieuprawnione są także twierdzenia autora, jakoby w Polsce nie doszło do właściwego ukształtowania ustroju kapitalistycznego następującego po ustroju feudalnym. Zaprzecza temu historia II RP, w której stosowne reguły kapitalizmu prowadziły do odbudowy państwa ze zgliszcz wojennych I wojny światowej i wojny bolszewickiej.

Prawdą jest, że na temat rzeczywistych osiągnięć II RP posiadamy mało źródeł historycznych, ponieważ w związku z nowym porządkiem po II wojnie światowej, historycy PRL-u pod dyktando ideowe zwalczali wszelkie przejawy korzystnych rozwiązań sanacyjnych, chcąc bezwzględnie wykazać wyższość ustroju socjalistycznego, nad kapitalistycznym.

Jeżeli sięgnąć do roczników statystycznych i  porównać osiągnięcia lat 1918-1938 i 1945-1965, bo były to czasowo porównywalne okresy, to się okaże, że zdobycze II RP zasadniczo górują nad osiągnięciami PRL-u.

Odmienne, dość powszechne oceny historyków wynikają z szerzenia błędnych poglądów o wyższości ekonomii socjalizmu nad ekonomią kapitalizmu,  mają swe źródło nie w prawdzie, ale w propagandzie socjalistycznej.

Habitus rozumiany w tym ujęciu, jako ogół stosunków społeczno-polityczno-gospodarczych ukazuje na przestrzeni ostatnich 500 lat historii Polski, różnego rodzaju ułomności i błędy, nawet kardynalne, których dopuszczali się nasi władcy.

Sam pisałem w blogu bardzo krytycznie na temat króla Zygmunta Starego, który moim zdaniem, przyczynił się znacząco do upadku I Rzeczypospolitej, ponieważ rządził państwem w okresie jego świetności gospodarczej i nie słuchał podpowiedzi królowej Bony, która proponowała wzmocnienie władzy królewskiej i zorganizowanie zawodowej armii.

Do tego swoimi 4 edyktami król spowodował w efekcie przypisanie chłopa do ziemi, podczas, gdy w państwach zachodnich w tym czasie tworzyły się zręby gospodarki kapitalistycznej, ponieważ chciał ponad 40 lat rządzić w absolutnym spokoju powierzonym mu dynastycznie krajem.

Był królem nieudolnym i wręcz niedojrzałym do pełnionej funkcji, pomimo, że cechował się najwyższym jakościowo wykształceniem wśród wszystkich Jagiellonów.

Te fakty nie  znalazły odzwierciedlenia w istniejących traktatach historycznych, których autorzy pochlebiali królowi, tworząc jego obraz jak w krzywym zwierciadle.

Konsekwencją tego jest również uczczenie wiszącego w Katedrze Wawelskiej dzwonu, imieniem Zygmunta. Na marginesie,  żaden z naszych monarchów o tym imieniu na taki zaszczyt nie zasługuje.

Historycznie patrząc na Zygmunta Starego, choć podłoże wojny kokoszej było inne, to jednak tenże król w pełni zasługiwał na to, aby obrzucić go jajkami…

Krytyczna, konstruktywna ocena naszego habitusa i rządzących królów jest czym innym, niż wmawianie niższości tej kultury na przestrzeni ostatnich 5 wieków, bo taka ocena ani z prawdą, ani z rzetelnością nie ma nic wspólnego.

Tadeusz Michał Nycz