KABARET…

Polska rzeczywistość medialno-polityczna nie tyle przypomina, ile ma formę kabaretową. Dla niektórych może to być sympatyczne przeżycie tak, jak udział w przedstawieniu, w czasie którego można zaznać tyle śmiechu, że rozluźniają się wszystkie mięśnie i człowiek czuje się doskonale.

Czym innym jest jednak okazjonalny udział, a czym innym trwanie w nim non stop, z przeświadczeniem braku możliwości opuszczenia tej sceny. Po wyjściu z kabaretu, pozostają pewne aluzje, zwroty, krytyka, które pobudzają wyobraźnię, co ma korzystne znaczenie dla stosunków społecznych, jeżeli wyciągamy z przesłań konstruktywne wnioski.

Inaczej jest, gdy tkwimy w kabarecie przez cały czas, bo wówczas brakuje relacji płynących dla poprawy otaczającej nas rzeczywistości. Powtarzalność absurdalnych zjawisk na każdym kroku czyni nas bezwolnymi dla wprowadzania racjonalnych rozwiązań, ponieważ jesteśmy tak zmęczeni ogromem idiotyzmów, że dla jakiejś naprawy już ręce opadają…

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego stwierdzającego pośrednio, że zgodnie z art. 8 ust. 1 Konstytucja RP jest najwyższym prawem w Polsce i rozbieżnych poglądach polityków oraz prawników usiłujących dowodzić prymatu prawa unijnego, dochodzę do wniosku, że sami sobie zgotowaliśmy taki los, zatwierdzając Konstytucję pozbawioną legalnej wykładni ustaw.

Brak wiążącej wykładni wątpliwych przepisów, to eldorado dla wszelkich krętaczy, złodziei, malwersantów i osób otwarcie godzących w obowiązujący porządek prawny. Co mi zrobicie, jak ja, znawca prawa ze stopniem, czy nawet tytułem naukowym profesora będę twierdził, że prawo unijne ma prymat nad Konstytucją RP?

Nic mi nie zrobicie, bo nie ma wiążącej wykładni ustaw, której brak przez ostatnie 24 lata spowodował kompletną dowolność interpretacyjną, nawet wyraźnego zapisu ustawy, jakim jest art. 8 ust. 1 Konstytucji RP.

Aby pociągnąć kogokolwiek do odpowiedzialności prawnej za naruszenie Konstytucji konieczne jest udowodnienie czarno na białym, że nie ma racji. Tymczasem w braku legalnej wykładni ustaw prawnicy tak przyzwyczaili się do dowolnego interpretowania prawa, w tym na potrzeby polityczne, że obecnie nie ma szans na powszechną praworządność.

Nawet, jeśli Trybunał Konstytucyjny bezpośrednio i ostatecznie stwierdzi prymat Konstytucji nad prawem unijnym, bo inaczej w świetle art. 8 ust. 1 ustawy zasadniczej orzec nie może, to i tak wyrok ten będzie politycznie i prawnie atakowany, zważywszy jeszcze na wsparcie odmiennego poglądu ze strony władz unijnych.

Będziemy mieli kontynuację wystąpień poważnych polityków i być może prawników, którzy korzystając z eldorado wykładniowego i braku odpowiedzialności za oczywiście błędne wykładnie prawa, dalej ten proceder poprowadzą.

Kto im zabroni, wobec niefunkcjonowania odpowiedzialności prawnej za takie czyny? Politycy opozycji będą im wtórować i wręcz powoływać się na ich autorytet. A co? Przecież żadnej ujmy w autorytecie prawnym nie doznała Komisja Wenecka za księżycowe pomysły…

Organ ten złożony z najwybitniejszych europejskich prawników stwierdził w 2015 r., że Trybunał Konstytucyjny może sobie orzekać we własnej sprawie, czyli w sprawie legalności konstytucyjnej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Choć jest to twierdzenie absurdalne w ustach prawnika uczonego prawa rzymskiego, w tym zasady bezstronności sędziego, to, kto im cokolwiek zrobił? Nikt i nic, chociaż w polskich warunkach prawnych dodatkowo takie orzekanie przez TK we własnej sprawie rażąco narusza wprost art. 45 ust. 1 Konstytucji RP, mówiący o bezstronności sędziego.

Nic się nie stało i nic się nadal nie stanie w warunkach oczywistego naruszania art. 8 ust. 1 Konstytucji, ponieważ brakuje funkcjonowania legalnej wykładni ustaw, co w skutkach spowodowało taką demoralizację wśród wielu prawników, że pobożne życzenia praworządności i sprawiedliwości między bajki można włożyć.

I to jest właśnie ta kabaretowa rzeczywistość, z której można jedynie kpić, ale do śmiechu nie jest tym, którzy toczą w różnych sprawach procesy sądowe i chcieliby zgodnie z obiektywną sprawiedliwością doznać zadośćuczynienia.

Na koniec wypada coś optymistycznego dodać zarówno dla obecnej władzy, jak i dla zdecydowanej większości społeczeństwa polskiego pragnącego ścisłego przestrzegania litery prawa.

Jest sposób na poprawę w pewnej perspektywie – wystarczy tylko w drodze referendum ogólnonarodowego zmusić parlament do przywrócenia w ustawie zasadniczej legalnej wykładni ustaw, jako kompetencji Trybunału Konstytucyjnego…

Do tego jeszcze niebawem zostanie uchwalona ustawa o referendum obligatoryjnym, toteż obywatele będą mieli prosty mechanizm domagania się naprawy zdegenerowanego polskiego systemu prawa. Trzeba jednak zamiast kabaretowej paplaniny pomyśleć logicznie…

Karabeusz