POGARDA…

Motto: niewiele warta wspaniała garda, gdy króluje medialna pogarda…

Nawiązując do felietonu pt. „Rzetelność” myślę, że zasadniczym powodem animozji między Józefem Piłsudskim a Romanem Dmowskim była pogarda wynikająca z dystansu wykształceniowego między Narodową Demokracją a obozem sanacji.

Endecja od zarania obejmowała ludzi wykształconych, najczęściej posiadających wyższe wykształcenie nierzadko stopnie czy nawet tytuły naukowe. Kiedy to grono sprawdziło się na politycznych salonach świata uznali własne predyspozycje do rządzenia odrodzoną Polską.

Przekonanie o tym, że ogólna sprawność intelektualna idzie w parze z umiejętnościami do rządzenia było przecież uzasadnione logicznie. Po to się uczymy, aby osiągnąć wiedzę, a im wyższe mamy wykształcenie, tym większy jej potencjał służący praktyce.

Z tego względu, takie grupy osób są predestynowane do sprawowania władzy, a nie nieuki, czy niżej wykwalifikowani. Co do zasady jest to rozumowanie słuszne, ale tylko co do zasady, od której mamy wyjątki.

Zresztą w samej nauce one również funkcjonują. Mamy przecież na uniwersytetach niektórych wybitnie zdolnych profesorów, którzy nadają się wyłącznie do pracy naukowej, a nie mają predyspozycji do współpracy ze studentami.

Takie osoby zajmują stanowiska naukowe a nie naukowo-dydaktyczne. Z polityką jest jeszcze gorzej, gdyż powodzenie w tym zakresie zależy wyłącznie od tego, czy dana wykształcona osoba potrafi przekuć teorię w praktykę?

Przedstawiciele Narodowej Demokracji sprawdzili się doskonale w rozmowach na najwyższym światowym poziomie z przywódcami państw zachodniej cywilizacji i na tej podstawie uznali swoje kompetencje do rządzenia odrodzoną Ojczyzną.

Do tego posiadali autora opisującego od strony teoretycznej, jak zbudować demokratyczne odrodzone państwo. Przy takim zapleczu naukowym pewnie nie podejrzewali, że w realiach doznają na starcie porażki.

Odpadnięcie w wyborach ich kandydata na Prezydenta RP być może było ogromnym szokiem niemieszczącym im się w logice rozumowania. Porażka nie została sensownie przenalizowana, lecz poszli na żywioł, który doprowadził do zabójstwa.

Podburzając tłumy przeciwko demokratycznie wybranemu Prezydentowi RP już na starcie pokazali bezradność w kontekście głoszonych demokratycznych teorii. Zachowywali się tak, jakby kraj istniał na samodzielnej wyspie, a nie w otoczeniu byłych zaborców.

Nic tutaj nie pomogła dogłębna teoretyczna wiedza o demokracji, gdyż nie potrafili z niej racjonalnie w praktyce skorzystać. To było tym bardziej zdumiewające, że wszystko działo się po niedawno zakończonej i ledwo wygranej wojnie z Rosją.

Mimo tak poważnych zagrożeń marszałek Józef Piłsudski nie przekształcił jeszcze swojej pozycji politycznej w dyktatorską, lecz dał szanse elitom politycznym na uporządkowanie tego całego bałaganu.

Trudno się dziwić marszałkowi, że w obliczu takich okoliczności walił prosto z mostu niewyszukanym językiem niekiedy z konkretnymi przydawkami zdobiącymi, ale tego się nauczył na froncie wojennym, gdzie obwijanie w bawełnę mogło się źle skończyć.

Kiedy sytuacja zaczęła intensywnie narastać w kierunku rozłożenia państwa od środka przez niektórych polityków i podburzane od zewnątrz lewackie partie, musiał doprowadzić do zamachu stanu, bo inaczej Polska rozleciałaby się samoistnie jako bękart wersalski…

Wykształconych inteligentów endeckich stać było na trafną krytykę rządów zobrazowaną w „Karierze Nikodema Dyzmy” autorstwa Tadeusza Dołęgi Mostowicza, ale od tego Ojczyźnie racjonalnych kadr do rządzenia nie przybyło.

Symptomatyczne jest zakończenie tej książki, w której niewykształcony Dyzma, bez kwalifikacji powodowany zdrowym rozsądkiem zastanawia się, czy przyjąć proponowaną mu funkcję prezesa rady ministrów?

Człowieka o chamskim pochodzeniu i nizinnym wykształceniu stać było na racjonalny odruch zapytania, czy ja podołam tej pracy? Dzisiejszy Dyzma jest inny, o czym świadczy końcowa scena filmu pt. „Kariera Nikosia Dyzmy”.

On nie zawraca sobie głowy zdrową refleksją, ale odpowiada: będziecie mieli premiera takiego, jakiego chcecie – kłamcę, łajdaka, oszusta, etc.! Tu uwidacznia się w najgorszej postaci pogarda rządzących do narodu.

Nie mają żadnych moralnych zahamowań. Całym swoim zachowaniem kpią z nas, jakby mówili językiem filmowych komedii z czasów PRL– ukradliśmy wam bezczelnie płaszcz i co nam zrobicie?

Będziemy kraść na potęgę, łamać Konstytucję RP, niszczyć prawo likwidując jego wiążącą wykładnię, podwyższać ceny i podatki, likwidować szpitale, oszukiwać w kolejnych kampaniach wyborczych obiecankami cacankami.

Molestować nieletnich i ukrywać afery pod dywan, milczeć i nie udzielać wywiadów, kiedy to nie jest dla nas korzystne, wystawiać waszą cierpliwość do ostatecznych granic, bo to my stanowimy jądro intelektualne i nam się to wszystko należy.

A wy, nic nam  nie zrobicie, bo jesteście czarną głupią tłuszczą niemającą albo nieużywającą organu między uszami i my możemy z takimi ogromnie naiwnymi fujarami zrobić wszystko, co tylko zechcemy!

I tak wygląda współczesna powtórka szczytu pogardy wysublimowanej do ostatecznych granic hipokryzji i arogancji władzy, akceptowana potulnie przez znaczne słupki poparcia ogłupiałego narodu, jak długo jeszcze – trudno powiedzieć?

Mimo zbliżającej się kampanii wyborczej prognozy nie są optymistyczne, przynajmniej te krajowe, ponieważ brakuje nam niezbędnie osobowości w stylu marszałka Józefa Piłsudskiego bis, może taki jeszcze się nie narodził…?

Karabeusz

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *