ODBRĄZOWIENIE…

Motto: czyli prawda prosto z mostu…

 Zjawisko ma szczególnie ważne znaczenie społeczne, ponieważ obraz pokazujący walory i ułomności ze swej istoty przynależne człowiekowi czyni daną charakteryzowaną sylwetkę wywodzącą się przecież z naszego społeczeństwa bliższą nam, czyli każdemu obywatelowi.

Jednostronna gloryfikacja, zwłaszcza polityków przynosi negatywne skutki, choćby z tego względu, że tak oceniana jednostka z czasem stanowi swoistego rodzaju tabu, które mylić się nie może, a przecież pomyłka jest rzeczą ludzką.

Psychologicznie pokazywany ogrom zalet i wynikających z nich osiągnięć stwarza podmiot żyjący w zasadzie bez wad i tym samym ocena jego działań nie nabiera charakteru obiektywnego, ponieważ od takiego omnibusa wymaga się tylko słusznych decyzji.

Jednostronność ocenna wyzwala jednocześnie u niektórych przeciwników politycznych odruch znacznego sprzeciwu, który powoduje niekiedy całkiem niesprawiedliwe oceny ze względu na szybkościowe poszukiwania minusów.

Wielkość, którą pragniemy widzieć w danej osobie powinna być wyważeniem cech pozytywnych i ułomności, kiedy te pierwsze zdecydowanie przeważają, skutkując działaniami, które przynoszą społeczną korzyść.

Mieliśmy niedawno kolejną rocznicę katastrofy gibraltarskiej, w której zginął premier, generał Władysław Sikorski. Postać historycznie niezwykle zasłużona, ale mająca też negatywne cechy, których w debatach publicznych staramy się nie dostrzegać.

Słyszałem takie zdanie, że pomiędzy katastrofą gibraltarska a smoleńską istnieją bardzo duże podobieństwa. W procesie odbrązawiania głównych postaci, czyli premiera Władysława Sikorskiego i Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego chcę właśnie to unaocznić.

Obaj przejawiali ogromną troskę o pamięć ofiar katyńskich i popełnili niechcący podobne, kardynalne błędy. Być może wynikały one z wielowiekowego obrazu martyrologii narodu, ale ta okoliczność nie powinna sprowadzać na manowce wybitnych polityków.

Premier Władysław Sikorski po ujawnieniu przez Światowy Czerwony Krzyż morderstw katyńskich popełnił błąd domagając się interwencji przywódców państw zachodnich walczących w II wojnie światowej, a należało dokumenty schować i ujawnić w Poczdamie…

To polityczny błąd, gdyż stawiał Londyn i Waszyngton w niekorzystnej sytuacji względem Moskwy, mogąc nawet prowadzić do rozbicia koalicji antyhitlerowskiej, a sprawa się rozgrywała w I połowie 1943 r., kiedy wynik wojny był jeszcze bardzo niepewny.

Prawdopodobny jest zamach na premiera, choć nie mamy pewności, gdyż Brytyjczycy utajnili dokumenty z tym związane na wiele jeszcze lat. Pewnie nie przynoszą one chwały Anglikom, ale z drugiej strony trudno usprawiedliwiać poważny błąd Władysława Sikorskiego.

Nie podejrzewam, aby wytrawni dyplomaci polskiego rządu emigracyjnego nie przestrzegali premiera przed tym istotnym w skutkach błędem, ale być może generał był niezwykle uparty w swoim konsekwentnie wadliwym działaniu.

Podobnie było z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim, z tym, że w tym przypadku jego otoczenie chyba nie zadziałało. Tu nie chodzi o potrzebę upamiętnienia pomordowanych w Katyniu, gdyż można to było zorganizować w Warszawie, ale o błędną decyzję wyjazdu.

Wiele znanych wówczas powszechnie okoliczności przemawiało za tym, aby Prezydent RP nie leciał do Smoleńska. Zważywszy na jego wystąpienie w Tbilisi jasne było, że bardzo poważnie naraził się przywódcy Rosji.

Bez wątpienia chyba uznawał Putina za watażkę, po trupach dążącego do celu. Widać było nienajlepsze stosunki głowy państwa z premierem RP i ograniczoną ochronę Prezydenta RP ze strony podległych Prezesowi Rady Ministrów służb specjalnych.

Jeśli do tego dodać nagłe rozdzielenie podróży samolotowej premiera i Prezydenta RP, to całość daje pełne podstawy do znaku zapytania, że coś tu jest nie tak. Nie mam dowodów, lecz podejrzewam, iż Jarosław lecieć nie chciał, a choroba matki była pretekstem.

Skala porównawcza gibraltarsko-smoleńska pokazuje słabość współczesnych urzędników w stosunku do przedwojennych, bo nawet były szef służb specjalnych dał się namówić na tę eskapadę, zamiast sprzeciwić się Prezydentowi RP i przynajmniej samemu zrezygnować.

O słabości świadczy też postawa generałów, którzy chyba z naruszeniem obowiązujących przepisów towarzyszyli Prezydentowi RP w podróży. Piszę o tym dlatego, aby w przyszłości uniknąć podobnych istotnych błędów, a także pokazać polityka, jako człowieka.

Lech Kaczyński obok wielu wspaniałych walorów charakteru pozwalających na niezwykłe osiągnięcia, jak każdy miał wady. Odbrązowienie służy też otoczeniu premiera, czy Prezydenta RP, które ma sobie wykształcić odwagę racjonalnego doradzania.

Upartość jest cechą wielu ludzi. Przypominam sobie, że Lech Kaczyński był zwolennikiem podporządkowania Państwowej Inspekcji Pracy rządowi, ale znaleźli się odważni, co mu wytłumaczyli niekorzystność rozwiązania i Prezydent RP dał się przekonać.

Szkoda, że podobnie nie było odważnych, aby Prezydenta RP zniechęcić do podróży do Smoleńska i zaproponować zorganizowanie uroczystości na placu Piłsudskiego w Warszawie, bo nie stracilibyśmy takiej olbrzymiej liczby wybitnych polityków i zasłużonych działaczy.

Karabeusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *