DYLEMAT…

Motto: czyli próba pozytywnego myślenia i wyjaśnienia przyczyn…

Jako absolwent wydziału prawa i administracji najstarszego naszego Uniwersytetu staram się zrozumieć postępowanie wielu znanych mi profesorów, których publiczne wystąpienia dość rażąco są sprzeczne z głoszonymi przez nich lata temu zawodowo na uczelniach prawdami.

Przy tej analizie, posługuję się najprostszym przykładem bajkowych neo sędziów, którzy w umysłach tych ludzi, zważywszy na wszechstronne wykształcenie prawnicze nie mogli rzecz jasna znaleźć rzeczywistej akceptacji.

Mimo tego, rady wydziału prawa i administracji naszych uniwersytetów zdecydowały większościowo potępiać coś, co sami wymyślili, jako prawniczo niedopuszczalne. Już różnice zdań pomiędzy profesorami nauk prawnych w tej sprawie, dają do myślenia…

Nie zakładam w tak przeważającym gronie przypadkowego błędu, gdyż traktując rzecz poważnie trudno sobie wyobrazić, aby profesor nauk prawnych nie potrafił poprawnie odczytać treści art. 187 Konstytucji RP.

Mamy zatem do czynienia z celowym, świadomym łamaniem przepisów ustawy zasadniczej przez tych, którzy ubzdurali sobie neo sędziów, przy równoczesnym kłamliwym zarzucie naruszania Konstytucji RP przez przeciwników politycznych.

Czemu tak postępują przeważające grona współczesnego krajowego świata nauki prawa? Czynią to nawet ludzie, wedle życiorysów bardzo zasłużeni dla budowy nowego demokratycznego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej.

Z wielu różnych publikacji opisujących autobiograficznie ich działalność można wywnioskować przyczynę takiego postępowania, do czego oni sami, może nie wprost, ale między wierszami się przyznają.

Ideologicznie rzecz biorąc głównym powodem był nasz pęd do uczestnictwa w UE, co stanowiło zamierzenie słuszne. Problem w tym, że w środkach działania pomieszano względy polityczne z prawniczymi, premiując te pierwsze, przy pogwałceniu zasad prawa.

Wywrócono reguły prawne do góry nogami, aby osiągnąć wskazany cel polityczny, gdyż może tego od nas oczekiwano, w fazie przygotowania akcesji, jako warunku wstępnego wejścia do wspólnoty?

Wszystko rozpoczęło się na etapie budowy Konstytucji RP z 1997 r., w której nie przewidziano dotychczas funkcjonującej legalnej wykładni ustaw, powodując kompletną dowolność interpretacji wątpliwych przepisów prawa.

Choć byli poważni profesorowie nauk prawnych, którzy przeciw temu protestowali, pewnie zdając sobie sprawę z negatywnych skutków konstytucyjnego rozwiązania, to jednak główny cel polityczny zagłuszył ich zdroworozsądkowe wołania.

Poświęcono dobrze kształtujący się porządek prawny na rzecz wyśnionej wspólnoty, pewnie nie przewidując w tym momencie stopniowo nasilających się negatywnych skutków, prowadzących finalnie do anarchii prawnej.

Weszliśmy do wspólnoty europejskiej zarządzanej systemowo przy pomocy prawa niepoddanego również wiążącej wykładni, czego negatywnych przyszłościowo skutków nikt prawdopodobnie wówczas nie przewidywał.

Legalna wykładnia prawa, jako niefunkcjonująca w UE stała się u nas tematem tabu. W zamian społeczeństwu wmawiano korzyści płynące z niezawisłości sędziowskiej, która realnie nie może funkcjonować właśnie z powodu braku legalnej wykładni ustaw!

Życie upomniało się szybko o wiążącą wykładnię, dlatego zaczęto wprowadzać nonsensowne erzace, bo sprzeczne z zasadą równości obywateli względem prawa, czyli przykładowo indywidualne wykładnie prawa finansowego.

Naprawa tego bałaganu prawnego nie jest prosta, gdyż wymaga zmiany Konstytucji RP w postaci wprowadzenia do niej instytucji legalnej, wiążącej wykładni ustaw, ale sprawujący władzę nie mają potrzebnej do tego większości konstytucyjnej.

Na zgodę ponad podziałami politycznymi nie ma co liczyć, ponieważ rozwiązania tego nie akceptuje wspólnota europejska, której działalność narusza wielekroć traktaty, właśnie z powodu braku wiążącej wykładni prawa unijnego.

Mamy współcześnie przysłowiową kwadraturę koła, z której nie da się wyjść inaczej, aniżeli przez gruntowną polityczną zmianę we władzach Unii Europejskiej w kierunku prawicowym, co być może czeka nas niebawem…

Okazuje się, że prawa będącego organizatorem wszystkich stosunków społecznych nie da się bezkarnie naruszać w sferze ukształtowanych poprawnie zasad i tę prawdę muszą przyjąć za aksjomat nasi szacowni profesorowie nauk prawnych.

W przeciwnym razie sami znajdą się na przysłowiowej zielone trawce pogrążeni przez politologię, gdyż tak przez nich wariacko rozumiane prawo na dłuższą metę absolutnie utrzymać się nie może w warunkach prawicowej odnowy stosunków społecznych.

Tadeusz Michał Nycz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *