STATYSTYKA…

Motto: czyli unijna dokładność…

W związku z systematyczną eliminacją przemysłu europejskiego władze od dłuższego czasu zastanawiają się, jak zagospodarować zatrudnieniowo masy ludzkie? Człowiek myśli, myśli i – jak mawiał Nikodem Dyzma, w końcu wymyśli.

Efektem tej pracy intelektualnej jest ostatnia dyrektywa unijna, która stara się tak zaangażować matematycznie wszystkich Europejczyków, aby żaden na brak pracy nie mógł w ogóle narzekać.

Zaczęło się od liczenia owoców i warzyw sprzedawanych na targu w skali całego dnia, ale precyzyjni biurokraci działają dalej, a ich pomysły coraz bardziej oryginalne, poczynają obywateli powszechnie zaskakiwać.

Początkowo wydawało się, że statystyka warzywno-owocowa to walka z drobną przedsiębiorczością na rzecz hołubienia molochów handlowych, które pomału, acz systematycznie opanowują cały świat.

Wysilano mózgownice jednak do granic wytrzymałości i przy uwzględnieniu zasady równości względem prawa postanowiono tą statystyką obciążyć także urzędników. Najpierw nakazano, aby na koniec dnia podawać z ilu segregatorów akt pracownik korzystał?

W urzędach tak manewrowano segregatorami, że doszło do poważnego bałaganu i dezorganizacji. Jak szef potrzebował konkretnego segregatora akt, aby podpisać jakąś decyzję, trzeba było go szukać kilka dni.

Co gorsza w tym rozgardiaszu zdarzały się bezowocne tygodnie. Władza odstąpiła od koncepcji wychodząc ze słusznego założenia, że ona nie pozwala jej panować nad całością. Myślano usilnie nadal nad jakimś erzacem.

Wreszcie zdecydowano się na podawanie na koniec dnia pracy liczby przeglądniętych kart dokumentacji urzędowej. Pomysł upadł, gdyż co bardziej cwani poczęli liczyć kartki ksero, co mogło ewentualnie dotyczyć pracowni kserograficznej, ale nie urzędników.

To cwaniactwo znalazło diabelską reperkusję w postaci obciążenia administracji statystyką przeczytanych w danym dniu roboczym liter. Wydawało się, że to sposób wspaniały na krnąbrnych, leniwych urzędasów.

Ale do czasu, gdyż bardzo szybko zreflektowali się i czytelnictwo beletrystyczne niebywale wprost wzrosło. Skrupulatnie liczono przeczytane litery w powieściach kryminalnych, sensacyjnych i w romansidłach.

Władza chwilowo dała sobie z nimi spokój, koncentrując uwagę na innych zawodach od sprzątaczki zaczynając. Tu ukształtował się szatański pomysł, bo odreagowywano niepowodzenie względem urzędników.

Nakazano sprzątaczom przeliczać każdą najmniejszą drobinę usuniętego kurzu! Genialne, działa w obie strony. Sprzątający poda dowolną astronomiczną liczbę i nikt, nawet Al nie zdoła tego sprawdzić, bo mu się prędzej zakurzą trybiki komputerowego urządzenia…

Po tym eksperymencie władza się rozleniwiła i postanowiła odrzucić od siebie problem, niech się inni tym martwią. Najpierw statystykę pozostałych zawodów zlecono do skonstruowania koncepcji podrzędnym urzędnikom, licząc na ich oryginalność.

Wykazują wszechstronne konsekwentne biurokratyczno-administracyjne pomysły w skali niespotykanej gdzie indziej genialności i to we wszystkich dziedzinach życia społecznego, to ze statystyką uwiną się w mig.

Rządzący są jednak przezorni, gdyż zdają sobie sprawę, do czego prowadzi samowola urzędnicza. Po wielu dyskusjach i naradach postanowiono te przedsięwzięcia poddać na wszelki wypadek kontroli ze strony sztucznej inteligencji.

Pomysł wspaniały i praktyczny. Po co męczyć się, skoro Al może za nas odwalić całą robotę? Powstał jednak banalny początkowo problem, polegający na tym, że ta maszyna posiada samoczynny wyłącznik bezpieczeństwa.

W momencie, kiedy intensywna praca działa na maksymalnych obrotach i do żadnego efektu nie dochodzi, wyłącznik odskakuje i urządzenie wyłącza. Ów zawór bezpieczeństwa jest immanentnie związany z aparaturą i dlatego nie da się go wyłączyć.

Choć ponawiano wielokrotnie próby, wyłącznik bezpieczeństwa odskakiwał za każdym razem, kończąc definitywnie pracę automatycznie działającego urządzenia i doszło do poważnej kwestii, co z tym zrobić?

Okazało się ponad wszelką wątpliwość, że w strukturze Ala istnieje jakaś ukryta wada dotychczas niezidentyfikowana. Trzeba było koniecznie przerzucić wszystkie siły intelektualno-twórcze na znalezienie błędu.

Niestety skala zagadnienia jest bardzo poważna, ponieważ wakacyjne, lekceważące real podejście do rozwiązywania wszelkich zagadnień współczesności przez Ala, wpuściło nas w nurt wtórnego analfabetyzmu.

Teraz władza musi uporać się z felerem sama. Rozpisuje konkurs z nagrodami dla osoby, która zdoła dotrzeć do sedna, co ma dobre strony, bo potrwa bardzo długo i w tym czasie dyrektywa statystyki unijnej odejdzie na boczny tor, może w zapomnienie? Uf – nareszcie!

Tadeusz Miłowit Lubrza

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *