Motto: stracone złudzenia…?
Grzegorz Jankowski przeprowadził ciekawy wywiad z kandydatką KO na urząd prezydenta Krakowa. Redaktor należy do tych dziennikarzy, którzy potrafią kiedy trzeba nie hamować swoich emocji i walą przysłowiowo prosto z mostu…
Co kandydatka odpowiedziała na trudne pytania, wśród których jednym z najważniejszych była odpowiedź, w jaki sposób sobie poradzi z patologią, jeśli zostanie wybrana na tę funkcję i co zrobi z partyjniactwem w radach nadzorczych spółek miejskich?
Odpowiedź padła dokładnie w stylu platformowym. Będzie się przyglądać osiągnięciom i jeśli ich nie zauważy, nastąpią zmiany. Bazowym przykładem takich działań stał się wychwalany przez nią Szpital Południowy w Warszawie.
Na jego kanwie wykazała, jak konsekwentnie poprawnie władza postępuje. Osiągnięcia się skończyły, bo „salonik” został publicznie zdemaskowany, to trzeba było dla pozoru wyrzucić dyrekcję i radę Szpitala, aby czarna masa wyborcza zobaczyła reakcję na zło!
Co by się stało, gdyby nie doszło do medialnej katastrofy? Nie byłoby powodu do jakichś zmian, gdyż „salonik” wykazywałby nadal korzyści dla działaczy platformy, czyli funkcjonował sprawnie i niezakłócenie.
Krakowianie muszą, czym prędzej zmienić przysłowiową wajchę, czyli przesunąć logiczny sposób rozumowania chwilowo ze sfery zawodowej na wybór prezydenta, inaczej ich wysiłki wynikające ze słusznego oburzenia na działania KO w Krakowie pójdą na marne.
Nie trzeba wielkiego analityka, aby zrozumieć, że widzimy w mediach cynizm platformowy. Należy tak długo dyskutować o nieprawidłowościach, aby wyborcy zobaczyli chęć władzy do naprawy, przy czym w efekcie rzecz jasna wszystko ma zostać po staremu.
Bez uruchomienia logiki rozumowania drzemiącej w naszych mózgach wszelkie słuszne oburzenia przekładające się na referenda pójdą całkowicie na marne – no może gdzieś tam w ostateczności, przyciśnięci do muru, zmienią jednostkowy garnitur zarządzających.
To jest znany chwyt, praktykowany powszechnie jeszcze w PRL-u! Po latach ostrego reżimu, wybrano Władysława Gomułkę, osiągającego szczytowe poparcie społeczne, ale finalnie się nie sprawdził i dlatego wymieniono na Edwarda Gierka – hasłowicza, pomóżcie, pomożemy!
Kiedy i ten skończył podobnie, przewijali się kolejni następcy, czyli dokonywano wymuszonych personalnie zmian na szczytach, ale błędy systemowe pozostawały. Dzisiaj udoskonalono ten sposób, bo on nawet nie dotyka tych na szczytach tylko pionków!
Mieliśmy przełom ustrojowy i szansę na zbudowanie korzystnego dla społeczeństwa mechanizmu sprawowania władzy, ale nic z tego nie wyszło, bo pozwoliliśmy tworzyć nowe państwo postkomunistom przefarbowanym na demokratów.
To musiało się źle skończyć, a my jak ślepcy brniemy dalej! Uznajemy za najlepszego Prezydenta RP twórcę obecnej Konstytucji RP uchwalonej dla dobra i skutecznego funkcjonowania władzy, a nie dla korzyści suwerena.
Zostaliśmy konstytucyjnie pozbawieni wszystkich przymiotów władzy zwierzchniej narodu wyrażających się bezpośrednim wpływem na bieg wydarzeń i potulnie to akceptujemy, popadając w coraz bardziej zaawansowany stan anarchii.
Władza ma to do siebie, że jak się jej pozwoli, zrobi wszystko z korzyścią dla siebie, bo niby, dlaczego nie miałaby tego uczynić? Okazja sprowadza złodzieja, jak mówi przysłowie, których mamy kulturowo wiele, ale ich sensownie w wyborach nie wykorzystujemy.
Współcześnie rządzący osiągnęli jeszcze wyższy stopień pozorów, zdrad i fałszu, bo zobaczyli, że naród większościowo na te bezeceństwa nie reaguje. Pojedyncze, chwilowe protesty, manifestacje to oni mają w tylnej części ciała poniżej pleców…
Konstytucja RP jest pozorancka, ale formalnie wypadałoby, choć jej przestrzegać. Tymczasem zrobiono ją hasłomierzem, bo naród zaakceptował stosowanie w sposób taki, jak partia sobie życzy, a nie tak jak stanowi litera prawa.
Pod ideą przywracania praworządności platformowej dorwali się do władzy i robią, co chcą, nie licząc się nawet z minimalnymi regułami przyzwoitości. Wyczyniają takie harce, które jeszcze dwie dekady temu były absolutnie nawet nie do pomyślenia.
Kto by wówczas pomyślał, że sędzia zajmie się polityką i powstaną do tego nielegalne profesjonalne stowarzyszenia? Niepodobieństwo. A jednak przy braku oporu suwerena każdy nonsens jest możliwy, nawet skutkujący wyciąganiem pieniędzy z naszej kieszeni.
Odbywa się jawna granda, gdyż z tytułu wymyślonych przez platformowców neo sędziów płaci cały naród nie tylko degrengoladą w wymiarze sprawiedliwości, ale także obciąża się społeczeństwo jakimiś fikcyjnymi odszkodowaniami, a to idzie wprost z naszych podatków.
Może rzeczywistą naprawę trzeba zacząć od królewskiego miasta Krakowa? Krakowskie śpiochy muszą się jednak obudzić, przypomnieć sobie o historycznej roli tworzonej tu uniwersyteckiej nauki, inaczej echo kłamstw, obłudy i degeneracji całkowicie nas pochłonie!
Karabeusz