Motto: jak na współczesny poziom intelektu – starczy…
Hipokryci, oszuści, złodzieje, a przede wszystkim kłamcy do N-tej potęgi, to są najczęściej przychodzące do głowy słowa w realnej współczesności. Nie ma takiego pejoratywnego określenia, które by nie pasowało!
Reszta sformułowań kojarzy się z rodzimym filmem pt. „Dezerterzy” – zejdźcie mi z oczu, bo na was bydlaków patrzeć nie mogę… Mimo usilnych starań nic nam finalnie nie zrobią, bo mamy wuja generała w plecaku bezpieczeństwa…
Wytrzymamy jeszcze do momentu, w którym przyjdzie zadecydować o przyszłości i większościowo zrobimy swoje… Nieważne to, co się później zdarzy, ważniejsze jest pojęcie mechanizmu, który doprowadził do degrengolady.
Zrozumienie istoty rzeczy niezbędne dla wszelkiej naprawy, zwłaszcza, gdy słyszę z ust zdrowo siwego warszawiaka, jak z rozbrajającą szczerością ujawnia swoje skryte przekonania – to całe zło to wina TV Republiki!
Hej, wy tam w tej redakcji, po co psujecie bajkowy wspaniały nastrój naszego rodaka, który chce żyć w totalnym zakłamaniu, zwanym medialnie propagandą sukcesu? Ma do tego pełne prawo, zresztą gwarantowane nawet przez Konstytucję RP.
Po co mu naruszanie równowagi emocjonalnej przez wysłuchiwanie rzeczowych informacji o świecie? Jest zdrowy, jak tur, ze służbą zdrowia nie ma przyjemności kontaktów, toteż wierzy ministrowi jak jest świetnie i wspaniale, jak wszyscy są zadowoleni!
Rozgłośnia, której pilnie słucha zapewnia solennie, że w razie czego lekarz zadzwoni, pytając o stan zdrowia pacjenta, więc jak śmiecie burzyć mu spokój emocjonalny, odbijający się przecież na całej rodzinie dziadka, bo oni są szczęśliwi, jak zdrowy.
Źle się bawicie tworząc kolejnego pacjenta dla poradni psychiatrycznej, a ta już bokami robi. Lepiej przecież pozostać w totalnym zadowoleniu. Może nie potrafi wyjść z poprzedniego modelu władzy, która zapewniała o wspaniałości i stałości ustrojowej?
Co prawda, słownictwo przymiotnikowe uległo pewnej zmianie, ale niewielkiej – była socjalistyczna dla całego narodu, teraz jest liberalna dla każdego człowieka, więc może lepiej nie drążyć szczegółów, narażając na szwank zdrowie?
Korzystniej przecież trzymać w niewiedzy, aż do finalnego krachu, bo będzie nadal wierzył, że funkcjonuje w najwspanialszym ustroju. Jego zadowolenie udzieli się nie tylko rodzinie, ale wszystkim znajomym, z którymi się spotyka, czyli mamy świetny samograj…
Taki wyborca jest łatwo sterowalny, a właściwie kierować nim nie trzeba, ponieważ ma radio i telewizje, a także odpowiednio dobrane automatycznie wiadomości internetowe, które jednolicie uspokajają i stąd wie, że wszystko wokół jest w najlepszym porządku.
Wyjątki zupełnie niepotrzebnie i szkodliwie denerwują, a co gorsza mogą przyprawić w razie nie daj Boże uwierzenia, o zawał serca! Człowiek obyty posługujący się mechanizmem demokracji rozumuje wedle jej idei.
Większość medialna uważa, że jest dobrze, dodatkowo utwierdzają w przekonaniu słupki statystyczne poparcia dla władzy, to, gdzie tu szukać dziury w całym? Niech rodak spokojnie żyje, nie martwiąc wizytami w służbie zdrowia i powiększa grono zadowolonych z realu.
Co prawda palcem go nie dotknie, ale jest szczęśliwy i to najważniejsze, gdyż zagłosuje właściwie, nie sprawiając żadnego kłopotu. Będzie do tego uczciwym wyborcą, bo zachowa się zgodnie z własnym sumieniem i posiadaną wiedzą.
Co człowiekowi potrzeba więcej – nic. Jako maksymalnie zadowolony należy do grona wierzących w nadzwyczajne cuda, co sprzyja nie tylko realnie sprawowanej władzy, ale przy okazji wierze duchowej…
Jest idealnym obywatelem na współczesne czasy. Jeśli w niedalekiej przyszłości dojdzie do klonowania, to stanowiłby najdoskonalszy wzorzec. Tymczasem rządzący usiłują prowadzić do tego samego celu zastępczo, w wyniku odpowiednich zmian edukacyjnych.
Założenia proste – maksimum wiedzy do przeładowania szarych komórek, minimum, a właściwie brak logicznego sposobu rozumowania. W sumie powstaje wzorcowy młody człowiek, który wierzy w ciemno we wszelkie hasłowo przekazywane informacje.
Jest zaprogramowany do działania na pewnej długości fali, która utrzymuje stałość oddziaływania w zakresie kształtowania poglądów jednostki, nie skłaniając jej do filozofowania, bo to jest zdrowotnie bardzo niebezpieczne.
Nie można mieć pretensji do młodzieży, że nie podejmuje istotnych tematów, nie przyciska władzy do przysłowiowego muru swoją wnikliwością, bo czego się Jaś nie nauczył, tego oczywiście Jan nie umie, co widać wyraźnie w partyjnych młodzieżówkach…
Ich nie trzeba zniechęcać do podejmowania niewygodnych pytań, ponieważ z pustego i Salomon nie naleje. Jeśli nie mają pojęcia o wyobrażeniu… to skąd mogliby stawiać pytania w warunkach anarchii, jak to zmienić, jak naprawić – niepodobieństwo!
Edukacja eliminuje zbędną merytoryczną wymianę poglądów na rzecz obrazkowych haseł. Ot, widzi czerwone serduszko z białym tłem w środku i już taki młody, czy stary wie, to oczywiście nasi biało-czerwoni…!
Jeden tylko drobiazg mnie niepokoi, a mianowicie, co zrobią kolejne tak wychowywane pokolenia rodaków, jak się okaże, że ktoś się podszywa lub podszyje pod biało-czerwonych – nie daj Boże taka Rosja?
Karabeusz