ŻENADA…

Motto: prawda w oczy kole, czasem w aureolę…

Przeczytałem wypowiedź wybitnego polskiego aktora Daniela Olbrychskiego, który odwołał się trafnie do opinii Cypriana Kamila Norwida twierdzącego, że istnieje naród polski, ale nie ma społeczeństwa w sensie spójności działania.

Trudno to zanegować, kiedy Daniel Olbrychski odnosi zagadnienie do współczesnych czasów. Pytanie jednak rodzi się zasadnicze, z jakich przyczyn tak się dzieje i dlaczego zapomnieliśmy o utrwalonych przez wieki wartościach?

Nikt nie wymaga od artystów zajmowania się polityką, to nie ich profesjonalna dziedzina. Nie ma oczywiście zakazu. Problem w tym, jak znany artysta powinien się publicznie medialnie prezentować? Od tych ludzi wymaga się czegoś więcej niż od przeciętnego śmiertelnika.

Jeżeli grałeś wybitne role bohaterów narodowych zachowujących się zgodnie z naszymi rodowymi tradycjami, to powinieneś być wierny tym wartościom w politycznych wypowiedziach medialnych.

Masz taki moralny obowiązek, a jeśli czynisz inaczej, nie jesteś godny chwały głosiciela poglądów politycznych. Tymczasem zwolennik demokracji, za jakiego uważa się Daniel Olbrychski kwestionuje wybory Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego.

Wybory te zostały przeprowadzone zgodnie z regułami demokratycznymi i wyniesienie na urząd pierwszego obywatela Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, jakim jest funkcja Prezydenta RP nastąpiło głosami większości wyborców.

Oni, bo D. Olbrychski jest tylko reprezentantem pewnej grupy artystów, nie prowadzą żadnej dyskusji merytorycznej mającej na celu podważenie słuszności prawnej dokonanego wyboru, lecz protestują dlatego, że nie wygrał ich kandydat.

Taka postawa z regułami demokracji nie ma nic wspólnego, a do czego może prowadzić, to nasi wstępni przeżywali w 1922 r. kiedy to Narodowa Demokracja niezadowolona z legalnego wyboru Gabriela Narutowicza podburzała do jego zabójstwa, niestety skutecznie.

Prawdziwy zwolennik demokracji czegoś takiego czynił nie będzie, ponieważ zostałby okrzyknięty ustrojowym Judaszem. Ta kasta artystów reprezentuje wysoki stopień inteligencji, dlatego nie prowadzi dyskursu merytorycznego, bo wie, że to ślepy zaułek…

Oni wykorzystują swoją przewagę intelektualną nad masami posługując się ogólnikami, frazesami, wyświechtanymi niekiedy inwektywami, chcąc przekonać społeczeństwo lubiące tych artystów, że mają rację. To postawa szczególnych faryzeuszy, bo świadomych czynów.

Niezadowolenie z wyboru Prezydenta RP nie wyklucza oczywiście krytyki podejmowanych przez niego decyzji, gdyż każdy nawet pierwszy obywatel Rzeczypospolitej ocenie podlega. Takie podejście zmusza jednak do merytorycznej dyskusji, a w tej argumentów brak.

Kłopot społeczny polega na tym, że mamy artystów, którzy albo dla pozoru, albo dla własnych korzyści w wypowiedziach medialnych mącą ludziom w głowie i właśnie między innymi z tego powodu przyczyniają się do politycznych zbędnych podziałów.

Nie będę analizował wszystkich przyczyn takiego zachowania, ale powiem tylko, że główną jest bez wątpienia patrzenie wyłącznie na koniec swojego nosa. Widać to w kwestii dopominania się ustawy pozwalającej dopłacać z budżetu państwa do ich składek ZUS.

Jak to się ma do zasady sprawiedliwości – nijak. Każdy chciałby, aby państwo dopłacało mu do czegoś, ale akurat dlaczego ma to dotyczyć tylko naszych artystów? Pomysł dopłat dla tej kasty jest całkowicie absurdalny, a mimo tego prą w tym kierunku konsekwentnie.

Nie wiem, czym to się skończy, bo obecnej władzy omawiana kasta jest bardzo potrzebna, stanowiąc doskonałą platformę propagandową. Prezydent Karol Nawrocki pewnie nie podpisze takiej ustawy, lecz zawetuje i dlatego jest i będzie poniżany przez artystów.

Każdy jest kowalem swojego szczęścia. Jeżeli artysta pobierający olbrzymie apanaże za swoje estradowe występy nie zadbał o odkładanie odpowiedniej kwoty na przyszłą emeryturę, ale wszystko przejadł, to, do kogo ma mieć pretensje, chyba tylko do siebie samego!

Miał przecież wolny wybór i tak wybrał. Wolał wybudować sobie dom w kraju, albo kupić za granicą, względnie w inny sposób spożytkować pieniądze, a dzisiaj płacze w rękaw, że ma minimalną emeryturę. Volenti non fit iniuria, czyli chcącemu krzywda się nie dzieje.

On miał wybór i tak postąpił, ale ten, który został oszukany i pozbawiony pracy w wyniku reformy Balcerowicza i wylądował w efekcie na najniższej emeryturze, żadnego wyboru nie miał, jego o nic nie pytano tylko bezczelnie wtrącono w nicość materialną.

Za tymi właśnie ludźmi ujął się PiS wprowadzając 500+, reformując wymiar sprawiedliwości, ale to się kaście artystów i innych sztukmistrzów bardzo nie podobało, bo trzeba było trochę więcej się zrzucić na rzecz najbardziej potrzebujących.

Ileż to kalumnii kierowano na Zbigniewa Ziobro, za to, że wiedziony rodzinnym doświadczeniem rozpoczął walkę z przejawami nierzetelnych medyków, którzy w wyniku błędu w sztuce medycznej mogą doprowadzać do śmierci, jak w przypadku jego ojca.

Sprawa ciągnie się już 20 lat i trudno zliczyć ile padło inwektyw pod adresem Z. Ziobry za wykorzystywanie pozycji zawodowej dla prywatnych celów, tymczasem jego działanie zmierzało do naprawy rzetelności służby zdrowia, a co najważniejsze miał rację!

Ogłoszono już wyniki ekspertyzy specjalistów szwajcarskich, którzy stwierdzili, że lekarze jednego szpitala krakowskiego dopuścili się błędu w sztuce medycznej, nie przeprowadzając pewnej specjalistycznej operacji na sercu ojca Z. Ziobry, co było powodem jego śmierci.

Okazuje się, że w kraju nie potrafimy wystawiać rzetelnych ekspertyz medycznych, co jest faktem potwierdzonym niestety od lat w wielu sprawach także związanych z wypadkami przy pracy czy chorobami zawodowymi. Może w tej sprawie porada zagraniczna była konieczna?

Czym innym jest natomiast decyzja marszałka Sejmu wysyłającego prezydencki projekt ustawy o KRS po opinię do Komisji Wiedeńskiej. Zamiast przeczytać art. 187 Konstytucji RP napisany zrozumiale w języku ojczystym, konieczna jest opinia, bo obcy pewnie lepiej od nas znają język polski. Żenada!

Karabeusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *