Śniło mi się, że jestem głównym kandydatem na urząd prezydenta miasta Krakowa, co jest marą całkowicie z jawą nierealną i abstrakcyjną, ale na sny wpływu nie mamy.
Razem z żoną wybieramy się na ważną uroczystość wyborczą do siedziby Urzędu Miasta na Placu Wszystkich Świętych w Krakowie.
Przy wejściu do budynku portierka sprawdza urzędowe karty wizytowe, którą żona okazuje, jako osoba imiennie zaproszona. Wpuszczają ją do środka, a ja podążam za nią, oświadczając, że jestem osobą towarzyszącą.
Ale pana nie ma wymienionego na zaproszeniu – stwierdza portierka.
Pewnie jakieś przeoczenie – proszę to wyjaśnić – dodaję.
Niech pan nie tamuje przejścia, zaraz poproszę kierowniczkę, to sprawdzimy ten incydent – oświadcza portierka.
Usuwam się na bok i czekam. Po chwili przychodzi pani kierowniczka, osoba niezwykle niska nawet w stosunku do mojego średniego wzrostu, wyglądam na wielkoluda…
Patrzy na mnie w stylu spode łba i pyta – a pan szanowny, to z jakiego tytułu chce się tu dostać? Może jest pan kandydatem na prezydenta – ironizuje?
No właśnie – mówię.
Jak pana nie wpuścimy, to nie wybiorą i będzie wielka strata – kontynuuje kierowniczka.
W sedno pani utrafiła – nadmieniam ubawiony.
Krycha – odzywa się portierka – nie dyskutuj z facetem, tylko poproś naszego kierowcę, o właśnie idzie, niech go wyprosi po francusku…
Byłem bardzo ciekaw, jak to wygląda w kulturze paryskiej, więc czekam spokojnie na dalszy rozwój wydarzeń.
Odwracam się na bok i widzę idzie znacznej postury mężczyzna, znany mi z instytucji, w której kiedyś pracowałem, który z uśmiechem zwraca się do mnie tymi słowy – witam pana kandydata na prezydenta, w czym mogę pomóc?
Obie panie w tym momencie zdębiały.
To, ty znasz tego gościa – pyta kierowniczka?
Oczywiście, to powszechnie znany kandydat na naszego przyszłego szefa – nie pojmujecie nietaktu?
Tak jesteśmy zapracowane, że o Bożym świecie nic nie wiemy – przepraszamy i zapraszamy – wykrzykują chórem.
Bardzo się cieszę, że udało nam się uniknąć qui pro quo – oświadczam, wchodząc do środka, a czekająca na mnie żona wraz z innymi gośćmi z trudem hamują pogłos wybuchu olbrzymiego śmiechu…!
Tadeusz Miłowit Lubrza