Motto: prawa obywatelskie o charakterze rzeczywistym wywalczyć możemy tylko my…
Omawiając referendum w Krakowie poruszono tezę o potrzebie wprowadzenia prawnego obowiązku uczestnictwa obywateli w wyborach powszechnych. Zdaję sobie sprawę z tego, że osiągnięcie takiego rozwiązania będzie niezwykle trudne.
Przede wszystkim, dlatego że generalnie żadna partia polityczna nie będzie niosła na sztandarze tego hasła, ponieważ ono godzi w jej bezkarność po osiągnięciu władzy, gdyż staną się w pewnym istotnym stopniu zależni od suwerena.
Odpowiednia grupa inicjatywna niezadowolona z działań władzy będzie przecież mogła spowodować referendum i merytorycznie wytłumaczyć wyborcom potrzebę zmiany osób, które przypadkowo dorwały się do władzy.
Obecnie, teoretycznie w następnych wyborach, czyli po kilku latach złej władzy możemy to zrobić sami, ale jest to proces złożony, niepewny, bo niekoniecznie skuteczny, ponieważ rządzący mogą tak manipulować społeczeństwem aby ono podzieliło się jak dzisiaj.
Panuje dość powszechne przekonanie, że istniejący aktualnie duopol partyjny jest zły i niby zgodnie z zasadami wyborczymi suweren mógłby go zmienić w 2027 r., ale czy zdoła tego dokonać, to jest bardzo mało prawdopodobne.
Przeszkadza temu powszechny szum polityczno-medialny, powodujący rozkład elementarny skutecznych kierunków działania na pomniejsze mniej istotne, co w efekcie kampanii wyborczej tak zabełta ludziom w głowie, że już sami nie będą wiedzieć co jest ważne.
Tymczasem referendum ukierunkowane jest na jedno konkretne działanie, poparte określonymi zarzutami przeciwko złej władzy, co jest dosyć trudno zmanipulować medialnie, gdyż trzeba by się zmierzyć argumentacyjnie, a takich konkretów władzy zwykle brakuje.
Widać było wyraźnie, że prezydent Krakowa nie podjął ze społeczeństwem miasta merytorycznej dyskusji, ponieważ nie miał racjonalnych argumentów na swoją obronę, dlatego zniżył się do manipulacji namawiającej do pozostania wyborców w domu.
Jemu się nie udało, gdyż ogrom błędów osobistych przelał czarę goryczy, ale Rada Miasta się uchowała, właśnie przez tę manipulację. Wprowadzony obowiązek prawny uczestnictwa w wyborach powszechnych wytrąca władzy z ręki możliwość manipulowania wyborcami.
W konsekwencji, dyskusja wyborcza ukierunkowuje się na meritum spraw, o które w tym wypadku mieszkańcom chodziło, a nie na to jak uniknąć trików referendalnych ze strony chytrusów magistrackich.
Społeczeństwu miejskiemu po części nie ma się co dziwić, gdyż powszechnie 30-40 procent ogółu suwerena nie uczestniczy wyborach, bo jak nie musi, to lekceważy, a niektórzy zniesmaczeni są całą polityką i nie chcą przykładać do niej ręki.
Jak nie muszą, to mają prawo tak się zachowywać i na tę postawę nie ma innego wyjścia, jak wprowadzenie prawnego obowiązku uczestnictwa w wyborach powszechnych. Niektórzy poddają myśl, aby w przypadku referendum zlikwidować w zamian jego progi frekwencyjne.
Uważam to za złe rozwiązanie, gdyż nie ma żadnego racjonalnego argumentu sprzeciwiającego się obowiązkowi wyborczemu. Jeżeli demokracja ma faktycznie funkcjonować i wszyscy niemal w PRL o niej marzyli, to trzeba choć minimum dać z siebie.
Skrajne sobkostwo i indywidualizm to cechy nie przystające do demokratycznego ustroju, a zwalczyć je można tylko prawnym obowiązkiem wyborczym. Poza tym trzeba pamiętać, że politycy przeciwni temu rozwiązaniu będą wytaczać potężne działa…
Przykładowo likwidację progów frekwencyjnych skrytykują możliwością decydowania o losach ogółu przez garstkę zapaleńców nie reprezentujących de facto większości społeczeństwa, czyli sprzecznie z założeniami demokracji.
Przy wprowadzonym obowiązku uczestnictwa w wyborach powszechnych taki argument odpada. Jak widać ten prosty zabieg może nie tylko znacznie rozbroić rządzących w ich dotychczasowych manipulacjach wyborczych, ale też skierować dyskusje na meritum.
O to przecież większości wyborców chodzi. Tyle, że władza, a właściwie większość chyba polityków ma akurat na ten temat odmienne zdanie. Oni wywodzą się spośród nas, więc nie są ani mądrzejsi, ani głupsi, lecz podobni nam.
Ogólny poziom intelektualny społeczeństwa obniża się systematycznie i radykalnie, toteż analogiczny wskaźnik wśród polityków zachowuje się tak samo. Jeżeli rządzący chcą nas czymś zbałamucić, to na dziś pozostaje im tylko manipulacja.
Wprowadzony obowiązek prawny uczestnictwa w wyborach powszechnych znacznie utrudni im tę sztuczkę polityczną i co ważniejsze zmusi bardziej do dyskusji merytorycznej o potrzebach lokalnych mieszkańców, czy szerzej patrząc suwerena.
Musimy jednak pamiętać o tym, że wprowadzenie tego obowiązku zależy wyłącznie od nas, stąd tego zadania ani nie możemy przypisać, ani powierzyć żadnej partii politycznej, gdyż nic z tego nie wyjdzie.
Sprzeczność interesów jest oczywista i dlatego koniecznym pozostaje uruchomienie potężnego kilkumilionowego ruchu solidarności, jak niegdyś, gdyż bez tego nie będziemy w stanie wiele wskórać, nawet jeśli obecny Prezydent RP tę inicjatywę poprze.
Tadeusz Michał Nycz