NIEPOROZUMIENIE…

Motto: dyskutować trzeba rzeczowo…

Spotykam opinie osób, które zarzucają politykom kłótnie. Być może do końca jej sensu nie rozumieją i z tego właśnie względu stawiają się ponad ten jarmark polityczny, lekceważąc własną rolę społeczną.

Nie uczestniczą w wyborach powszechnych do czego mają prawo, ale wynika to z błędu regulacji prawnych. Powinien istnieć prawny obowiązek uczestnictwa w wyborach powszechnych, co łatwo racjonalnie uzasadnić.

Człowiek żyjący w społeczeństwie ma obowiązek współuczestniczyć czynnie w zarządzaniu, jako odpowiedzialny w jednostkowej części za pomyślność całości. Na temat braku tego obowiązku prawnego można wysuwać różne teorie.

Jedna z nich stanowi, że rozwiązanie sprzyja rządzącym w manipulowaniu masami… Coś chyba w tym sensownego jest. Przykładowo, gdyby istniał prawny obowiązek uczestnictwa w wyborach powszechnych odpadłby problem progu frekwencji dla ważności referendum.

Absencja wyborcza mimo jej zgodności z prawem, moralnie musi być oceniana negatywnie. Niektórym osobom wydaje się, że nie przykładając ręki do wyboru uwalniają się od odpowiedzialności za złe społeczne rozstrzygnięcie.

We własnym mniemaniu stoją wyżej od tego całego bałaganu politycznego, którego nie akceptują, a najczęściej zupełnie nie rozumieją. Powiększający się procent mas nieuczestniczących w wyborach nie świadczy o mądrości, lecz wręcz przeciwnie…

Postawa absencyjna jest szczególnie naganna, ponieważ nieuczestniczący w wyborach najczęściej w rozmowach z innymi krytykuje władzę, niekiedy nawet całkiem trafnie, ale żeby przyłożył rękę do naprawy sytuacji, co to, to nie, na to już go nie stać.

Z psychologicznego punktu widzenia zwykle stawia siebie wyżej od  tych wszystkich chodzących systematycznie na wybory, którymi milcząco pogardza, nie zdając sobie  sprawy z własnej ograniczoności…

Wynika ona stąd, że najczęściej nie potrafi pojąć, co dzieje się na scenie politycznej, stąd nie stać go na trafny wybór kandydatów do władzy i dlatego tchórzliwie od czynności publicznych ucieka.

Robi jednak dobrą minę do złej gry, bo przecież stosuje niekonstruktywną krytykę i potrafi w razie czego wykrzyczeć – mam prawo te wybory olać! Ogólne obniżenie poziomu intelektualnego sprzyja brakowi merytorycznej dyskusji o problemach życia społecznego.

Do tego poziomu dostosowują się media i dlatego, to, co w nich słyszymy i czytamy jest albo bardzo powierzchowne, albo taktycznie wysublimowane w taki sposób, aby nie rodziło żadnych wątpliwości u odbiorcy.

Coraz większe ograniczenie umysłowe, przejawiające się w wyłączności kontaktu z komórką powoduje, że słowa wypowiadane w mediach przez wykreowanych fachowców z określonych dziedzin dość powszechnie przyjmowane są za prawdę, a nawet za świętą prawdę.

Nie będę w stylu omnibusa oceniać obecnego środowiska dziennikarskiego, w zakresie jego faktycznej znajomości merytoryki zagadnień, które w audycjach poruszają lecz odniosę się tylko do kreowanej medialnie problematyki prawnej, zgodnej z moim wykształceniem.

W tym zakresie widać na pierwszy rzut oka totalną powierzchowność i brak merytorycznej dyskusji o rzeczywistej naprawie sytuacji. To mniej więcej tak, jak z remontem domu o zgniłych fundamentach.

Ekipy remontowe zajmują się parterem, korytarzami, piętrami i dachem ale nikt nie dotyka fundamentu! Dzisiaj mamy jaskrawo bijącą w oczy anarchię władzy, a w żadnych mediach nie widać merytorycznej dyskusji i usiłowania odpowiedzi na pytanie – jak to naprawić?

Powoływane są zespoły parlamentarne, prezydenckie, rządowe w celu szczegółowego analizowania i dyskutowania o wtórnych zagadnieniach z tego stanu rzeczy wynikających, ale sedna problemu nikt nie dotyka. Dlaczego?

Czy mamy taką sieczkę w głowie, że nie potrafimy ustalić istoty problemu? Produkujemy przecież rzesze nowych prawników, ale niestety z grona tych osób nie płynie żaden spostrzegawczy czy zaciekawiony głos na temat sposobu wyjścia z sytuacji.

Nie wiem, czy to prawda, czy ktoś sprokurował wypowiedzi Ala, ale słyszałem, że pewien znany profesor konstytucjonalista powołany do zespołu budowy nowej ustawy zasadniczej miał się wyrazić, że nowelizacji, czy nowej Konstytucji nie potrzeba!?

Jego zdaniem musi się tylko zmienić podejście ludzi do przestrzegania prawa! Trywializując zagadnienie, można powiedzieć, że prawo jest nam zupełnie zbędne, bo mamy przecież 10 przykazań i wystarczy, aby ludzie chcieli się do nich stosować.

Taki głos w ustach profesjonalisty prawnego budzi od razu zapytanie o co jemu w istocie idzie? Został powołany przecież jako fachowiec mający wyjaśniać meritum złożonych zagadnień, a opowiada bajki dla grzecznych dzieci…

Jak długo będziemy w sferze organizatora stosunków społecznych, czyli prawa, tak bredzić, nic się nie zmieni w totalnym nieporozumieniu w tej kwestii i będziemy dalej błąkać się po manowcach zamiast utrafić w samo sedno problemu, który trzeba rozwiązać.

Tadeusz Michał Nycz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *