GRZECH…

Motto: poszukujemy, jak Hilary, mając na nosie okulary…

Jaki podstawowy grzech występuje w poszczególnych epokach zastanawiali się filozofowie i chyba nie doszli do sedna sprawy, a w każdym razie publicznie go nie ogłosili. Jak to bywa w tej dziedzinie problem zaczął pączkować ogromnie, gdyż ludzkość lubi filozofować.

Dlaczego nie doszli do celu i nie sprecyzowali tej kwestii, której zrozumienie nie wymaga wcale badań naukowych? Może im nie pozwolono? Może chcieli stale gonić króliczka, zamiast go złapać, zwłaszcza, gdy za pogoń były profity?

Tak czy inaczej, to ich słodka tajemnica, której nie będę zgłębiał, ze względu na RODO… Nie podejrzewam indolencji uczonych, gdyż odpowiedź jest prosta, jak przysłowiowy drut. Może przesadzam, bo grzech wyrasta na każdym kroku, stąd tylko ślepiec go nie widzi?

A jednak, gdyby zapytać przeciętnego śmiertelnika krajowego, czy światowego, nie jednego, ale pełną około 1000 osobową próbę statystycznie reprezentatywną, mało kto udzieliłby poprawnej odpowiedzi. Pytanie, dlaczego?

Może w dobie Ala jesteśmy leniwi i nam się nie chce wysilać szarych komórek? Przecież wystarczy zapytać sztucznej inteligencji i ona natychmiast poprawnie odpowie. Próbowałem, ale to tak nie do końca sprawnie funkcjonuje.

Wychodzi na to, że wiedza Ala, to tak na dwoje babka wróżyła, gdyż pod odpowiedzią pojawia się komunikat informujący o możliwości pomyłki i sugerujący sięgnięcie do źródeł naukowych. Bądź mądry i pisz wiersze…

Nie jestem zwolennikiem twierdzenia – wiem, że nic nie wiem – gdyż w sferze postępu mogłoby to całkowicie zniechęcić do dywagacji, dlatego postanowiłem sięgnąć do źródła naukowego, czyli encyklopedii powszechnej.

Otwarła mi się na literze „D” i całkowicie przypadkowo przeczytałem hasło – „demokracja”. To najwyższy, najkorzystniejszy system sprawowania władzy przez suwerena, występujący w formie pośredniej, wobec niemożliwej realizacji bezpośredniej.

Wiem z powszechnego doświadczenia, że medialnie mogę się spotkać na każdym kroku z informacjami słusznymi, kłamliwymi i kontrowersyjnymi, dlatego zastanawiam się, jak to jest w tym względzie z wiedzą naukową?

Postawiłem ryzykowną tezę, że może z tymi naukowymi danymi jest podobnie, bo niby, dlaczego akurat ta dziedzina miałaby odstawać od reguły? Jej twórcy mogą przecież, jak filozofowie chcieć stale gonić króliczka…

Podbudował mnie nieco w tym twierdzeniu codzienny widok nadmiaru kłamstw i fałszu, co w logice rozumowania, co prawda rzadko stosowanej, ale prowadzi do wniosku, dlaczego niby w oficjalnej nauce miałyby panować odmienne zasady?

To nie święci ją tworzą tylko ludzie wywodzący się spośród nas, podlegający tym samym regułom pożądania taniego pieniądza… Ugruntowała mnie w przekonaniu precyzyjność twierdzenia o demokracji, jako najkorzystniejszej dla suwerena formule rządów!

Nie wiem, jak Czytelnicy się do tego odniosą, ale mnie od małego uczono potrzeby mówienia prawdy i tak to jakoś pozostało na stałe, toteż, kiedy słyszę wypowiadane herezje od razu zapala mi się czerwona lampka podejrzliwości wprowadzania w błąd.

Kiedy widzę czarno na białym, że współczesna demokracja służy sprawującym władzę do korzystnego manipulowania masami, a nie służy mnie, czy innym przedstawicielom suwerena, to natychmiast dostrzegam fałsz definicyjny.

Idąc dalej, rodzi się pytanie, dlaczego suweren nie może decydować bezpośrednio np. w kwestii imigracji, zielonego ładu, etc.?, Co leży na przeszkodzie, aby w tak zasadniczych sprawach decyzje podejmowała większość, zgodnie z regułą demokracji?

Wygląda na to, że nic nie stoi na przeszkodzie, poza interesem cwaniackiej władzy, która raz wybrana na kadencję, jako nasz pełnomocnik, czyli mandatariusz uzurpuje sobie bezprawnie pozycję wyższą od suwerena – mocodawcy!

Prawdziwość tego twierdzenia potwierdzają otaczające zdarzenia, w których nie my, lecz przedstawiciele władzy decydują o tym, czy rozpisać referendum, czy nie, a w razie jego zaistnienia posuwają się do bezczelnego unieważniania woli większości narodu…

Mamy ewidentne potwierdzenie stawianej tezy, że w źródłach naukowych znajdują się prawdziwe i kłamliwe informacje, bo to przecież władza decyduje o tym, jaka będzie struktura tych treści.

Żyjemy w powszechnym zakłamaniu, gdyż w komunikacji społecznej posługujemy się zwrotami częściowo nieprawdziwymi, brnąc coraz bardziej w rozmnażających się w tempie geometrycznym oszustwach.

A przecież już w tablicach sumeryjskich zakazano kłamstwa, jako błędnego sposobu komunikacji. Czy to uczynił Bóg, czy przedstawiciele innej wyższej cywilizacji, to nieważne, istota sprowadza się do sedna mówienia prawdy, bo inaczej sprowadzamy piekło na Ziemi.

Do tego nie potrzeba przestróg religijnych, bo one bazowały też na kłamstwie, w tym naruszaniu zakazu „nie zabijaj”, w toczonych wojnach religijnych. Niewiele trzeba do szczęścia – starczy powrót do boskich tablic sumeryjskich, tylko tyle, aż tyle i nic więcej!

Tadeusz Michał Nycz

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *