Motto: czyli możliwy przełom w tenisie…?
Obecnej wicemistrzyni paryskiej należą się szczególne gratulacje, ponieważ jej 9 zwycięstw pod rząd przełamuje szereg mitów. To nie pierwszy polski wice triumf w wielkim szlemie i dlatego warto spojrzeć nań wieloaspektowo.
Chwalińska przełamała mit mówiący o konieczności walorów fizycznych dla osiągania wielkich zwycięstw. Okazuje się to fałszem, co dobitnie potwierdza postura Mai, ale niech nikt nie próbuje pomniejszać osiągnięcia rodaczki.
W szczególności Rosjanie rozpisują się o tym, jak to Mirra zmiotła z kortu Maję, tymczasem to kompletna bzdura. O takim zmieceniu można było mówić rzeczywiście w zeszłym roku w Londynie, kiedy zapadł czysty rower czyli 6: 0, 6: 0 w finale Igi z Anisimovą!
W Paryżu mamy zwyczajny wynik 6: 3, 6: 2, pokazujący, że Mirra była w tym dniu lepszą zawodniczką, a Maja opadła nieco z sił, bo rozgrywał 10 mecz, podczas gdyż zwyciężczyni 7. Gdyby był równy start liczbowy w meczach, wynik spotkania nie byłby oczywisty.
W jakości tenisowej Diana Sznajder nie ustępowała wcale Mirze, a to pokazuje właśnie, że co do zwycięstwa końcowego moglibyśmy mieć wielki znak zapytania. Nienawidzę niesprawiedliwości, stąd nie zamierzam wcale pomniejszać zasług Andriejewej.
Podobnie odrzucam opowiadania o braku pojedynku z najważniejszymi 4 zawodniczkami w tenisie, co dotyczy akurat obu finalistek. To jakieś bzdurne dla sensacji czynione wymysły medialne, a nie rzeczowa wiedza związana z losowaniem.
Po to ono istnieje, aby było sprawiedliwie i nikt nie narzekał na swój los w danym turnieju usprawiedliwiając porażkę jakimś przez kogoś ustawieniem gry. Czy losowanie ma istotne znaczenie dla efektu końcowego trudno jednoznacznie powiedzieć.
Czasem, incydentalnie może mieć, ale w skali rocznych rozgrywek żadnego istotnego, stąd po prawdzie jest jedynie doskonałą pożywką dla komentatorów i redaktorów, masy ekspertów chwalących się swoją wygórowaną rzekomo wiedzą.
Drugi przełamany mit polega na tym, że w tenisie decyduje siła uderzeń, zaczynając od serwisu bliskiego szybkości piłki 200 km/godz. Znowu okazało się to bajką, gdyż Maja ma słaby serwis a wygrywała i to dość istotnie, bo w 10 meczach straciła tylko trzy sety!
Obraz prezentowany w grze udowodnił, że najważniejszą sprawą dla powodzenia w meczu jest spokój psychiczny. O ironio, nie ma tego złego co, by na dobre nie wyszło, bo Maja osiągnęła ten stan, jako pokłosie poważnych problemów psychicznych.
Okazuje się, że musiała mieć wspaniałego psychologa, który nie tylko wyciągnął ją z dołka psychicznej choroby, ale jeszcze skutecznie nauczył opanowywania emocji, co ona perfekcyjnie pokazywała w każdym meczu w Paryżu.
Ten przykład Iga powinna kupić w ciemno i zastosować, bo przy jej wszechstronnych walorach i umiejętnościach, właśnie tylko psychika coraz bardziej ostatnio szwankuje, a bez dobrego fachowca sama sobie nie poradzi i nic nie pomogą kolejne zmiany trenerów.
Maja nie grała z jedynką światową, ale ten fakt nie umniejsza zwycięstwa ani jej, ani zwyciężczyni turnieju. Nie spotkały się również z Rybakiną, Świątek i Gauff, gdyż te zawodniczki nie osiągnęły szczytowej formy i wcześniej odpadły.
Na tym polega efekt eliminacji, lepsza zawodniczka wygrywa, a te lepsze zawodniczki Maja dość łatwo ogrywała. Jak los sprawi, Chwalińska niebawem z tymi najlepszymi rankingowo spotka się i wówczas kondycja dnia zadecyduje pewnie o zwycięstwie.
Analizując psychikę zawodniczek największą szansę na pokonanie Mai ma Rybakina potrafiąca panować nad nerwami, ale i to nie jest pewne, gdyż to te najlepsze będą musiały nauczyć się gry Chwalińskiej, a nie odwrotnie.
Sięgam myślą wstecz i widzę siedzącą Maję na rezerwowej ławce polskich zawodniczek, pozbawioną szansy w drużynie w grze singlowej pewnie ze względu na opisywane mity i ranking tenisowy, ale jak się okazuje to nie on decyduje o wygranej.
Na dzień dzisiejszy Maja startująca ze 114 pozycji jest drugą rakietą Polski a oceniając ostatni wielki szlem pierwszą. Najważniejsze to, że może się stać prekursorką zmian stylu gry w każdym razie w kobiecym tenisie i za to powinniśmy być jej wdzięczni, jeśli do tego dojdzie.
Pamietający Martinę Hingis, porównują Maję do niej, co nie jest pozbawione sensu. Kiedy przełom nastąpi, trudno przewidzieć, ponieważ przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Przez ten pryzmat patrząc, zmiana mogłaby dotyczyć zasadniczo nowych pokoleń tenisa.
Kibice byliby zainteresowani szybciej, ale trudno sobie wyobrazić np. jedynkę światową, której moc uderzenia i wrzasku stanowi w zasadzie wyłączny atrybut tenisowy, aby zechciała, czy potrafiła zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia.
Do przełomu potrzeba też przebudzenia się władz tenisowych, które powinny zakazać rykom zawodniczek, czy zawodników, bo jak wiadomo rozwój kultury porozumiewawczej już dawno wyeliminował tę formę wyraźnie szkodzącą do tego sportowi.
Ostatni Mecz w Paryżu Maja przegrała zasłużenia, ale nie możemy mieć do niej żadnych pretensji, ponieważ spędziła blisko dwa razy więcej czasu na korcie tenisowym aniżeli jej przeciwniczka i z godnością potrafiła dotrwać, a później podzielić się wrażeniami.
Andriejewa rozegrała doskonałe spotkanie, co zostało przez Polkę docenione, która pogratulowała serdecznie wyniku, a co bardzo istotne te serdeczności przewijamy się zaraz po meczu i w końcowych wystąpieniach z obu stron.
Maja Chwalińska choć ostatni pojedynek przegrała, to uczyniła dla sportu bardzo wiele i to stanowi o jej niebywałym osiągnięciu w przełamywaniu kolejnych mitów w tej dyscyplinie, a jeśli przykład się sfinalizuje pozytywnie możemy oczekiwać piękniejszego tenisa…
Karabeusz