Motto: nic nie pomoże dyplom rasowy, chłystki do wiedzy nie mają głowy…
Narzekamy na rodzimych polityków, przypisując im cechy niepredestynujące do zajmowania stanowisk. Czynią to w każdy razie ci, którzy w pamięci zachowali jeszcze postawy XX-wiecznych mężów stanu, wybitnych dyplomatów, czy wyjątkowe osobistości polityczne.
Na tym poziomie czasowym zwykło się przeciwstawiać politycznych graczy wschodniego bloku, zachodnim, uchodzącym jeśli nie za wzór, to w każdym razie za górujących wiedzą, obyciem i doświadczeniem.
Ocena ściśle wiązała się z istnieniem żelaznej kurtyny, która dzieliła świat na dwie kategorie… Propaganda robiła swoje, dlatego zachwyty nad zachodem nie miały końca, także w naszym kraju. Real dnia dzisiejszego zmienił się na jeszcze bardziej mniej korzystny.
Właściwie nie powinna nikogo dziwić przemiana, skoro, my społeczeństwo także zmieniamy się w złym kierunku, przynajmniej oceniając statystycznie. Nasi wybrani przedstawiciele do rządzenia reprezentują to, co masowo my przedstawiamy.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby ocena polityków uwzględniała obiektywnie zachodzące przemiany. Tymczasem rozgrywa się teatralno-cyrkowa komedia polegająca na tym, że staramy się osobom lubianym przypisywać cechy, których nie posiadają.
Usłyszałem od koleżanki zarzekającej się umiejętnością logicznego rozumowania i korzystania z tego przymiotu, masę komplementów pod adresem obecnego prezydenta Francji, który jej zdaniem posiada wspaniałe wykształcenie potrzebne dla pełnionej funkcji.
To chyba ciągota, marzenia o lepszym jutrze? Może intuicyjnie podejrzewamy, że jest źle i wbrew faktom chcielibyśmy widzieć lepszy świat, stąd dla własnego pocieszenia przypisujemy naszym przedstawicielom czy lubianym osobom zawyżone oceny?
Gdyby tak było, można by odczuwać uzasadnioną satysfakcję opartą na powszechnym istnieniu społecznego zrozumienia tu i teraz. A takie podejście to warunek niezbędny do podjęcia jakiejkolwiek naprawy.
Mam uzasadnione obawy, że to iluzja. Sądzę po kultywowaniu generalnego symptomu papugi, czyli bezmyślnego powtarzania zasłyszanych sloganów np. w oglądanej telewizji. Media poważnie sprzyjają tego rodzaju postępowaniu, jeżeli nie są jego kreatorem.
Kulturowa degrengolada rozpoczęła się zaraz po połowie XX wieku, co można zobrazować na przykładzie Francji, czyli państwa, które z kolaboranta z wrogiem uzyskało pozycję mocarstwową, dzięki wybitnym zdolnościom prezydenta Charlesa de Gaulle.
Szybko nastąpił sprzeciw wobec jego polityki, mający kulturowe podłoże. To wówczas zrodziła się francuska nowa fala filmowa. Za pośrednictwem jej obrazów zaczęto wywracać istniejący porządek stopniowo do góry nogami.
W następstwie tego, w 1972 r. powstał skandalizujący film pt. „Ostatnie tango w Paryżu”, w którym pokazano nowe spojrzenie na seks realizowany za pomocą masła…! Komentatorzy filmowi prześcigali się w zachwytach nad nowymi aspektami tego podejścia.
Pomieszanie z poplątaniem niemające żadnego racjonalnego uzasadnienia głęboko odbiło się w szarych komórkach odbiorców, którzy film przyjęli rewelacyjnie, idąc śladami krytyków, gdyż ta szmira została obdarowana wieloma nagrodami.
Poczęto społeczeństwu wciskać permanentną głupotę, w którą ono zaczęło wierzyć jak w jakąś świętą prawdę! Przeskakując epoki, degrengolada coraz bardziej systematycznie postępuje naprzód, dzisiaj osiągając stan anarchii prawnej krajowej i europejskiej.
Obecnie Francuzi mocują się z problemami migrantów, których sami sobie sprowadzili na własną zgubę. Przywódcę tolerującego i pogłębiającego to zjawisko wychwalali, dając mu rządzić przez dwie kadencje.
Pustosłowie bezznaczeniowe powoduje przypisywanie zdarzeniom nierzeczywistych skutków. Ich głowa państwa, to osobnik rzeczywiście bardzo wysoko wykształcony z wieloma dyplomami w kieszeni, tyle, że w praktyce nie ma to większego znaczenia.
Nie wchodząc w głębię polityki można wskazać bardzo banalny przykład skandalicznego zachowania prezydenta Francji względem żony prezydenta Turcji w czasie ostatniego szczytu NATO w Ankarze.
Pocałunek w rękę, czy nawet zamiar, w tych relacjach jest niedopuszczalny i uznawany za obrazę, o czym prezydent Francji powinien doskonale wiedzieć, jeśli zna protokół dyplomatyczny obowiązujący w kraju, do którego się udał.
Sprawa może nawet być poczytywana za umyślny nietakt względem żony prezydenta odwiedzanego kraju, bo przecież te państwa przez wieki utrzymywały przyjazne stosunki, stąd niedopuszczalność opisanego zachowania powinna być powszechnie znana.
Widać, sterta dyplomów jest na nic, bo kształci się nie tylko w Polsce na uniwersytetach i na innych uczelniach zakładanych pod egidą potrzeb Unii Europejskiej matołków dyplomowanych, którzy później swoim zachowaniem potwierdzają tytułowy przymiot…
Tadeusz Miłowit Lubrza