WODA…

Motto: woda, woda, woda, a ktoś zawsze rękę poda…

Minister zdrowia dostała od premiera zadanie przedstawienia konkretnych rozwiązań naprawiających sytuację w publicznej służbie zdrowia. Patrząc oczami platformowca wypełniła polecenie doskonale.

Zdała relację z tego, czym przez dwa i pół roku resort się zajmował, bo przecież musiał, skoro za coś im płacono. Przedstawiono rewelacyjną propozycję nowej stawki godzinowej na kontraktach wynoszącej do 240 złotych.

Przy 200 godzinach pracy w miesiącu daje to kwotę maksymalną 48 tysięcy złotych. Na konferencji prasowej okazało się jednak, że nie wiadomo kiedy ta stawka przyniesie skutek, gdyż resort nie ma wpływu na treść zawartych już kontraktów.

Nie mniej jednak, mimo braku wpływu, NFZ będzie systematycznie kontrolował wynagrodzenia lekarzy i w razie stwierdzenia nieprawidłowości nałoży na szpital karę pieniężną ogólną, a indywidualną na dyrektora nawet do 200 tys. zł!

Oni chyba mają pacjentów za idiotów, bo jeśli nie ma wpływu na treść kontraktów, to co będą kontrolować? Powinni najpierw skontrolować swój rozum, czy sprawnie działa, ale liczą niezłomnie, że słuchaczom funkcjonuje jeszcze gorzej!

Już raz przecież nabrali się na telefon lekarza do pacjenta, to co szkodzi dalej wciskać dyrdymały? Chamy każdą głupotę kupią, sądząc po ostatnich słupkach poparcia dla KO ustalonych już po kilka tygodni trwającej aferze „salonikowej”.

Czytałem książkę o czasie pracy w służbie zdrowia autorstwa Tadeusza M. Nycza, Kraków 2000, stąd szalenie ubawiła mnie wypowiedź pani minister na ten temat.  Wedle jej słów w ramach kontraktów będą honorować dwa etaty, czyli po 16 godzin dziennie, dzień w dzień!

Jednocześnie resort wychwala działania na rzecz bezpieczeństwa pacjenta. Wypada zapytać, jak bezpiecznie będzie się czuł obywatel na sali operacyjnej w poniedziałek, po 7 dniach pracy lekarza i przepracowanych w sumie 113 godzinach w poprzednim tygodniu?

Już pominę skalę miesięczną czy dłuższą, aby pacjentów nie dołować. Wygląda na to, że praca chirurga-operatora jest bardziej bezpieczna  od pracy kierowcy autobusu, którego czas przejazdu musi być stosownie do zasad bezpieczeństwa limitowany.

Statystyka odgrywa tu rolę. Kierowca wiezie X pasażerów – wypadek, kraksa, moc poszkodowanych i fura problemów. A operator ma jednego denata, jak coś sknoci, to się odpowiednio zapisze w karcie zgonu i po kłopocie…

Nikt tego przecież nie skontroluje, bo kto by się przejmował jednostkowym przypadkiem?  Może się zdarzyć raz na milion taki wnikliwy Zbigniew Ziobro, ale po 20 latach dochodzeń, to już nawet odpowiedzialność karna za nieumyślną śmierć się przedawni.

Będzie miał może osobistą satysfakcję i dostanie jakieś odszkodowanie od skarbu państwa, bo w sprawie śmierci jego ojca zawalił szpital uniwersytecki, ale forsa popłynie z publicznych podatków nas wszystkich, więc żaden problem.

Kontruktywnego myślenia brakuje, więc podpowiem. Elektroniczny system ewidencji czasu pracy lekarza to podstawa naszego bezpieczeństwa. Można było to zrobić dla kierowców, to też można względem lekarzy, ale trzeba chcieć, a oni boją się zadrzeć z lekarzami.

Na luksusowe „saloniki” ich stać, ale  w przypadku reformy służby zdrowia – dudy w miech… Likwidacja kominów płacowych jest prosta, wystarczy ustawa, która z mocy samego prawa ustali datę wygaśnięcia kontraktów, co zmusi strony do zawarcia nowej treści umów.

Pytanie, czy powszechne kontrakty lekarzy w publicznej służbie zdrowia są w ogóle legalnie zawierane? Ta kwestia wymaga zasadniczo wyeliminowania umów cywilno-prawnych, jako podstawy stałego zatrudnienia, co nakazała nam Unia, ale nie robimy nic.

W innych państwach UE jest umowa o pracę lub praca na własny rachunek, co wymaga zmian u nas. Jak widać rządzący mają gdzieś ustalenia wspólnoty i wolą perfumować nieczystości, o czym świadczy ostatnia nowelizacja ustawy o PIP.

Nadano inspektorom pracy i to na szczeblu okręgu, czyli 16 podmiotom w kraju prawo wydawania decyzji administracyjnej w sprawie przekształcenia umowy cywilno-prawnej na umowę o pracę, co zniszczy małych bezbronnych pracodawców.

Inspekcja Pracy będzie się musiała wykazać jakimiś wynikami, no to powynajdują najsłabsze ogniwa, a ci silni pozostaną nietknięci. Do tego cała ta praca będzie syzyfową robotą, gdyż zgodnie z prawem umów cywilno-prawnych nie powinno w ogóle być.

W takiej sytuacji jedynym skutecznym sposobem walki z bezprawiem jest karanie w trybie wykroczeń lub karnym za niedopuszczalne praktyki, co powinni czynić wszyscy inspektorzy w kraju, których jest blisko 2000, a nie jeden na województwo.

Cała sprawa zakrawa na jedną wielką kpinę, ale nie może być inaczej skoro zniszczyliśmy system prawny pozbawiając go legalnej wiążącej wykładni, co w skutkach powoduje, że prawo jest stosowane tak jak polityk uważa, a nie jak stanowi jego litera.

Potwierdza to systemową tezę o powszechnym gonieniu króliczka przez sprawujących władzę, którzy broń Boże nie dopuszczają do jego złapania… Pytanie, kiedy my większościowo dostrzeżemy, że ta woda zaczyna zagrażać potopem…?

Karabeusz

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *